Piątkowa sesja na rynku terminowym, podobnie zresztą jak cały tydzień, nie należała do najciekawszych. Zaledwie 14 pkt. różnicy pomiędzy najwyższym a najniższym kursem dnia oraz niespełna 6900 sztuk obrotu na czerwcowej serii kontraktów na indeks WIG20 chyba najlepiej oddają atmosferę piątkowej sesji. Jedynym wartym odnotowania zdarzeniem jest fakt, że przez całą sesję kontrakty były notowane z premią sięgającą chwilami nawet 10 pkt. Może to dziwić, zważywszy że jeszcze w czwartek spread dla "czerwca" wynosił - 12pkt., a w tym czasie znacznie pogorszył się klimat inwestycyjny na światowych parkietach. No, ale może jest w tym jakaś logika?

Z punktu widzenia analizy technicznej, sytuacja kontraktów na WIG20 może nie jest zła, ale też nie jest dobra. Praktycznie od miesiąca poruszają się one w męczącym trendzie bocznym. Na wzrosty nie pozwala luka bessy z 12 marca br. (1371-1378 pkt.), a przed spadkiem natomiast chroni szeroka strefa popytowa (1295-1317 pkt.), tworzona przez lukę hossy z 4 stycznia (1295-1311 pkt.) oraz lokalny dołek z 22 lutego br. (1317 pkt.). Dopóki jedna z tych barier nie zostanie przełamana, trudno liczyć na większy ruch.

Sadząc po zachowaniu polskiego rynku w ostatnich dniach, nadchodzący tydzień powinien upłynąć pod znakiem próby sforsowania wsparcia, zlokalizowanego wokół 1300 pkt. Za realizacją takiego scenariusza zdaje się przemawiać słabość byków na wyższych poziomach cenowych. Górne cienie trzech kolejnych świec testujące okolice 1360 pkt. to wymowny sygnał zapowiadający ruch na południe, gdzie w połowie tygodnia byki znów będą walczyć o utrzymanie wsparcia. Wszystko wskazuje na to, że ta sztuka im się powiedzie, co z pewnością zmartwi inwestorów grających z trendem, dla których ostatnie miesiące to okres weryfikacji strategii inwestycyjnych.