Reklama

Nie bój się day-tradingu

Day-trading to technika inwestowania, w której do osiągnięcia zysku staramy się wykorzystać zmiany kursów zachodzące w ramach jednej sesji. Horyzont inwestycyjny day--tradera jest bardzo krótki - transakcja może zostać zakończona już po kilku minutach, najpóźniej na zamknięcie notowań. Przez jednych taka forma inwestowania uznawana jest za "wyższą szkołę jazdy", drudzy widzą w niej raczej spekulacyjne wariactwo i emocjonalne miotanie się po rynku.

Publikacja: 16.04.2002 09:31

Nie chcę nikogo do day-tradingu zachęcać, gdyż sposób inwestowania to bardzo indywidualna sprawa, ale postaram się przekonać, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, a systematyczny zarobek nie wymaga szczególnych zdolności.

Kontrakty najlepsze

Żeby w ogóle można było uprawiać day-trading, niezbędny jest płynny rynek. Poza tym, aby day-trading miał sens, potrzebne jest zaangażowanie nieco większego kapitału. Inwestując 1 tys. zł czy nawet 5 razy tyle, ciężko odnieść znaczące korzyści ze zmian cen o pół procent. Otwierając większą pozycję, day-trader musi mieć pewność, że w dowolnym momencie sesji będzie mógł ją zamknąć, bez wywierania niekorzystnego wpływu na notowania.

Do tej formy spekulacji, nie tylko na GPW, najlepiej nadają się rynki terminowe. To właśnie na instrumentach pochodnych koncentruje się cała spekulacyjna śmietanka. Zaletą tych instrumentów jest dźwignia finansowa, stanowiąca darmowy "kredyt", pomnażający zyski (lub straty), które liczone w punktach, nie są z reguły w czasie jednej sesji zbyt duże. Oczywiście, możliwe jest także wykorzystywanie day-tradingu przy inwestycjach w akcje, ale zmienność i płynność pojedynczych emisji nie zawsze są zadowalające. Jedyną sensowną możliwość day-tradingu na GPW daje najbardziej płynna seria kontraktów na WIG20.

Jaki jest udział day-tradingu w dziennych obrotach? Nie sposób tego dokładnie sprawdzić, ale według moich szacunków liczba ta nie przekracza kilkunastu procent. Wnioski takie można wyciągnąć z obserwacji liczby otwartych pozycji i obrotów, głównie w końcowej fazie sesji.

Reklama
Reklama

Od razu nasuwa się pytanie, dlaczego na tak mocno spekulacyjnym rynku day-trading jest tak mało popularny? Składa się na to sporo czynników, ale chyba główny powód to strach inwestorów przed tą formą inwestycji. Większość boi się day-tradingu i nawet im do głowy nie przyjdzie, by zamiast prognozować średnioterminowe trendy, spróbować przy większym zaangażowaniu posiadanego kapitału zadowolić się tylko kilku- czy kilkunastopunktowym zyskiem w czasie jednej sesji.

Day-trading wymieniany jest na ostatnim miejscu wśród form inwestowania, które mogą przynosić systematyczny dochód. Inwestycje średnioterminowe dają trochę iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa i pozwalają dłużej przetrwać na rynku. Jednak jeśli ktoś kieruje się głównie emocjami, nie przestrzega podstawowych zasad (ochrony kapitału itd.) i zawsze kończy ze stratą, to niezależnie, czy zacznie bawić się w day-trading, czy 25-letnie jednostki indeksowe, skończy jako bankrut. Podstawą zarobku są bowiem trafne decyzje, bez względu na horyzont inwestycyjny.

Ta sama analiza techniczna

Większość spekulantów do prognozowania ruchów rynku nie stosuje analizy fundamentalnej, ale analizę techniczną. Szczególnie dotyczy to spekulacji na kontraktach. Skoro decyzje podejmowane są głównie na podstawie analizy technicznej, to umiejętności zarobku w średnim terminie bardzo łatwo przełożyć na day-trading, czerpiąc z tego dodatkowe korzyści.

Obie techniki rządzą się podobnymi zasadami, a różni je tylko horyzont czasowy. Inwestor wykorzystujący analizę techniczną składa zlecenie na podstawie sprawdzonych sygnałów, po których w przeszłości występowały konkretne ruchy rynku. Niezależnie od tego, czy korzysta ze wskaźników, czy analizy trendu, jestem zdania, że każdą metodę można przenieść na wykresy intraday i stosować w czasie sesji.Proszę obejrzeć oba wykresy poniżej. Tylko po dokładniejszym porównaniu można powiedzieć, czy jest to wykres 60-minutowy, czy zwykły wykres oparty na danych dziennych. Poddając wykresy analizie, można zobaczyć, że w obu przypadkach większość ruchów cenowych poprzedzona była przez sygnały kupna/sprzedaży na wskaźnikach, trendy kończyły przebicia linii trendu, a najpopularniejsze formacje świecowe sprawdzały się tak samo w każdym przypadku. Nawet parametry wskaźników mogą być te same.

Na wykresach jest tylko jedna różnica. Różnica, której wielu inwestorów nie dostrzega i która staje się główną przyczyną nieudanych transakcji. Zysk w przypadku wykresu 60-minutowego (wykres 1) może wynosić czasem zaledwie 10 punktów, podczas gdy analogiczna formacja na wykresie dziennym (wykres 2) zapewni nam 100--punktowy zarobek.

Reklama
Reklama

Wielu inwestorów nie widzi różnicy w tej skali i nie potrafi zamknąć pozycji już po 10, czy nawet tylko 5 punktach, mimo że właśnie taki ruch wynikał z analizy technicznej. Zmienność cen w trakcie notowań, szczególnie w ostatnich dwóch miesiącach, jest niewielka i inwestor czekający na ruch 40--pkt. byłby zawiedziony niemal każdego dnia. Licząc na taki ruch cen, musiałby często albo pozostać z pozycją na noc (co byłoby już wbrew jego strategii i przy większej pozycji narażałoby go na spore ryzyko), albo na końcu sesji zamknąć pozycję, zapewne nie zawsze na odpowiadającym mu poziomie.

Ustalenie zmienności rynku i wyznaczenie odpowiedniego poziomu wyjścia to właśnie najważniejszy element spekulacji i tutaj błędy popełniane są najczęściej. Błędy, które można porównać do inwestycji średnioterminowych, w których w okresie 2 miesięcy liczymy na wzrost kontraktów aż o 600 pkt. i dopiero wtedy zamierzamy zamknąć pozycję: albo kontrakty wcześniej wygasną, albo sytuacja na rynku diametralnie się zmieni i zamiast choćby małego zysku zanotujemy stratę. Skoro zmienność cen jest niska, to zysk nawet 10-pkt. powinien zadowolić day-tradera.

Wielokrotnie byłem pytany, jaki jest optymalny poziom do realizacji zysku i ucinania strat. Nie ma uniwersalnej odpowiedzi. Rynek przecież cały czas się zmienia i wyznaczony na ten tydzień zakres wahań może w świetle nowych wydarzeń okazać się zupełnie błędny. W średnim terminie też czasami w ciągu tygodnia spodziewamy się wzrostu o 100 pkt., a czasami zadowoli nas już 30 pkt.

W ciągu ostatniego roku średnia różnica między otwarciem a zamknięciem każdej sesji wyniosła 19 pkt., a różnica między maksimum a minimum sesji to 33 pkt. W przypadku około 1800 świeczek 60-min (ostatni rok) wartości te są prawie trzykrotnie mniejsze. Różnica otwarcia i zamknięcia - 5,7 pkt., a rozpiętość świeczki - 11 pkt. Ten przykład dobrze pokazuje różnicę zmienności i konieczność dopasowania odpowiednio bliższych poziomów linii obrony i realizacji zysku. Ich konkretny poziom zależy już od aktualnej sytuacji na rynku.

Zalety...

Każdy, oczywiście, musi sobie zadać pytanie, czy łatwiej jest mu zarobić 10 pkt. w ciągu dnia, czy 80 pkt. w ciągu tygodnia. Wprawdzie podobną analizę techniczną możemy zastosować do każdego z wymienionych okresów i jest to kwestia tylko odpowiedniego doboru narzędzi, ale nie można powiedzieć, że obie metody inwestowania niczym się nie różnią. Wszystkich różnic nie sposób, oczywiście, wymienić, ale na kilka wad i zalet warto zwrócić uwagę.

Reklama
Reklama

Najważniejszą zaletą day-tradingu jest niewystawianie się na ryzyko związane z trzymaniem otwartych pozycji po zamknięciu sesji. Zostając z otwartymi pozycjami po zakończeniu notowań, nie możemy zareagować na wydarzenia na świecie (wzrost cen ropy, atak terrorystyczny itp.) lub duże zmiany kursów na zachodnich giełdach. Następnego dnia rano rynek może się otworzyć na poziomie znacznie różniącym się od zamknięcia z poprzedniej sesji. Inwestując tylko w trakcie dnia, cały czas kontrolujemy ryzyko i w każdej chwili możemy wycofać się z inwestycji, ograniczając straty.Kolejna zachęta do day-tradingu to częsta nieefektywność w wycenie kontraktów na GPW. Aby "ruszyć" mocno kontraktami, wystarczy niekiedy kilka zleceń. Częste lawiny zleceń stop lub zbyt paniczne/euforyczne reakcje na bieżące wydarzenia pozwalają niekiedy na "złapanie okazji". W średnim terminie tylko jakieś niespodziewane tragedie powodują przesadne wyprzedaże, a bańki spekulacyjne - szaleńcze kupno. Zdarza się to jednak znacznie rzadziej niż w skali intraday.

Jeśli day-trader zdąży złożyć zlecenia, przy ograniczonym ryzyku jest w stanie osiągnąć spore zyski. Niektórzy nawet nie zwracają na ten fakt uwagi. Mimo ewidentnych okazji, nie otworzą większych pozycji niż np. 10% portfela, gdyż nie rozpatrują w ogóle możliwości zamknięcia kontraktów już po kilkunastu minutach i osiągnięcia zysku w wysokości 10 pkt. Wyłapanie tylko kilku takich sytuacji w ciągu roku daje nam zyski znacznie wyższe od najlepszych funduszy inwestycyjnych.

Należy przy tym pamiętać, że day-trader nie musi wcale zawierać transakcji na każdej sesji!!! Może to robić nawet znacznie rzadziej niż inwestor średnioterminowy, choć, przyznam szczerze, w rzeczywistości o cierpliwość trudno, a pokus jest znacznie więcej niż faktycznych okazji.

Warto też wspomnieć o występujących często silnych trendach - oczywiście w skali intraday. Zdarzają się notowania, na których ruch jest bardzo dynamiczny i trwa od początku do końca sesji. Jeśli ceny bardzo szybko podążają w którymś kierunku, nie trzeba wiele analizować, a jedynie podłączyć się pod taki ruch. Z reguły na końcowym fixingu mamy jeszcze ucieczkę stratnej strony rynku, co pozwala day-traderom ze sporym zyskiem zamknąć pozycję.

....i wady

Reklama
Reklama

Dla jednych te zalety są bardzo ważne, dla innych - nie mają żadnego znaczenia. Wadę płacenia prowizji od każdej transakcji dostrzeże jednak każdy. Day-trader, mimo niskich opłat, już na samym początku stoi na znacznie gorszej pozycji niż inwestor średnioterminowy. Udział kosztów w ewentualnym zysku w przypadku day-tradera jest bardzo duży, podczas gdy przy 100 pkt. zysku/straty płacona prowizja nie ma większego znaczenia.

Wadą jest też obowiązek zamknięcia pozycji przed końcem sesji. Zdarza się, że zanim rynek podąży w zakładanym przez nas kierunku, przez jakiś czas stoi w miejscu lub nawet porusza się w przeciwną stronę. W takich sytuacjach, mimo że ostatecznie trend rozwija się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, nie zawsze przed końcem sesji zdążymy wyjść "na plus".

Ważnym, o ile nie najważniejszym, czynnikiem rozstrzygającym o powodzeniu na rynku, jest panowanie nad emocjami. W przypadku day-tradingu, gdzie decyzje podejmuje się błyskawicznie, często w dużym stresie, adrenaliny jest szczególnie dużo. Taki intensywny emocjonalnie sposób inwestowania nie wszystkim odpowiada.

Nie nakłaniam nikogo do korzystania z uroków day-tradingu. To, czy ktoś się tym zajmuje, zależy wyłącznie od jego własnych preferencji i umiejętności. Nikt nie jest w stanie ocenić, który sposób inwestowania jest bardziej dochodowy. Inwestorzy bankrutują, niestety, w obu przypadkach. Podstawą do osiągnięcia sukcesu jest podejmowanie trafnych decyzji, konsekwencja, cierpliwość i szczypta wiedzy. Jeśli potrafimy to wszystko wykorzystać, to horyzont inwestycyjny jest sprawą drugorzędną. Warto jednak korzystać ze wszystkich możliwości, jakie daje rynek terminowy i nie skreślać z góry day-tradingu. Wbrew pozorom taki sposób inwestycji okazuje się czasami bezpieczniejszy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama