Obroty na wszystkich seriach kontraktów na WIG20 wyniosły nieco ponad 4 tys. i tak niską wartość widzieliśmy po raz ostatni przed sylwestrem, a wcześniej nieco ponad 14 miesięcy temu. Choroba zwana marazmem rozprzestrzenia się po parkiecie z zawrotną prędkością i drżę już na samą myśl o majowym weekendzie.

Sytuację z pewnością rozruszałoby wybicie kontraktów z trendu horyzontalnego. Problem jednak w tym, że przy krawędziach obszaru stabilizacji czekają bardzo duże oferty kupna bądź sprzedaży. Dojście do wsparcia jednoznaczne jest z setkami po stronie popytu, które nie pozwalają na głębszy spadek. Skoro od paru miesięcy odbijamy się od luki hossy (kontrakty 1295-1310 pkt., WIG20 1285-1300 pkt.), to skuteczną strategią jest łapanie dołka właśnie na jej poziomie. Z kolei od góry ogranicza nas strefa oporów, w której znajduje się m.in. linia trendu spadkowego. Nie ma na razie na rynku informacji, które zachęcałyby do przebicia tych poziomów, choć pocieszający jest fakt, że pod lukę hossy lub nad linię trendu musimy wyjść najpóźniej do połowy czerwca - wtedy linie się przetną.

Wybicia oczywiście spodziewać należy się nieco wcześniej. Już brak obniżki stóp zsynchronizowany z przeceną w Eurolandzie powinien sprowadzić nas poniżej wsparcia. Jednak z drugiej strony wyprzedanie rynku, spodziewana w najbliższych dniach spłata sporych zaległości do OFE i skuteczna obrona wsparć mogą dawać nadzieję na utrzymanie horyzontu i ruch w kierunku linii trendu spadkowego. Trudno na takim rynku stawiać jednoznaczne prognozy, ale ja przy zbliżaniu się do luki hossy próbowałbym łapać dołek, ustawiając zlecenie stop pod początkiem luki. Taka strategia do tej pory przynosi najlepsze rezultaty.