Do arsenału środków magicznych zaliczyć można np. namawianie złotego, żeby się w końcu złamał i trwale osłabł. Co ciekawe jednak, ci sami, którzy domagają się jego dewaluacji, walnie przyczyniają się jego umacniania przez emitowanie wysoko oprocentowanych obligacji i bonów skarbowych i tym samym podwyższanie rynkowych stóp procentowych.
Kiedyś pięknym tematem magicznym był spór resortu finansów i NBP o inflację i stopy procentowe. Ucieszne zaklęcia kierowane były w obie strony ul. Świętokrzyskiej (dla przypomnienia: oddziela ona, niczym barykada, budynki ministerialne od gmachu banku centralnego). Ale obecnie, przynajmniej chwilowo, inflacji specjalnie zaklinać nie trzeba - ludzie nie mają pieniędzy, boją się o pracę, więc nie ma ani presji na ceny, ani na płace (poza chyba najbardziej specyficznym zakładem pracy - KGHM, gdzie można się domagać nagród nawet gdy wyniki są kiepskie...).
Nieśmiertelnym tematem zastępczym i ulubionym magicznym środkiem ratunkowym pozostaje jednak sprawa stóp procentowych i sposobu działania Rady Polityki Pieniężnej. Bogaty zestaw apeli i nawoływań powraca ze szczególną siłą przy okazji publikacji kolejnych zatrważających danych statystycznych i w czasie posiedzeń Rady Polityki Pieniężnej. Politycy sprzedają swoją magiczną wizję mniej więcej tak: "Jest źle, bo stopy są wysokie. Obniży się stopy i będzie fajnie." Małemu Jasiowi taki tok rozumowania można wybaczyć, dorosłym facetom udającym mądrych ludzi - nie. Zwłaszcza jeśli biorą kasę za tzw. reprezentowanie narodu. Ale - wobec braku sukcesów - narodowi trzeba wmówić, że to wszystko przez coś. I przez kogoś. No więc wciąż wracają zaklęcia i uroki kierowane pod adresem NBP i stóp procentowych.
Skoro magia nie skutkuje, to trzeba sięgnąć po siekierę. Stąd pomysły ustawowego zaklinania koniunktury przez wyznaczanie śmiałych celów bankowi centralnemu. Tym, że przypomina to papierowe zapisy sprzed lat, jakoś się nasi (no, niekoniecznie nasi...) dzielni politycy nie przejmują. Papier jest cierpliwy i można na nim zapisać np. zestaw wytycznych dla NBP, który obejmowałby np. jednoczesne zagwarantowanie niskiej inflacji, wysokiego wzrostu gospodarczego i w pełni kontrolowanego kursu złotego (aha, z sankcją Trybunału stanu i kary śmierci za niewykonanie poleceń). W sumie fajne rozwiązanie - instytucję rządu można by przecież odesłać do lamusa.
Ja tam nic przeciw czarom nie mam. Byle komuś dobrze służyły. Na razie jednak mamy do czynienia z takim polityczno-gospodarczym woo-doo. A wielu ogranicza się do publicznego przekłuwania figurki Balcerowicza. Swoją drogą, myślę, że po tylu latach to już tego nawet nie odczuwa i żadne woo-doo mu nie szkodzi...