Ogłoszenie mówiło o długach Krak-Brokers. Straciłbym jednak szybko pewność, że chodzi o znaną mi, notowaną na GPW, spółkę, gdyby nie fakt, że status giełdowy ma być głównym argumentem za zakupem wierzytelności banku.
Co ciekawe. Bank, wytrawny gracz na rynku kapitałowym, oferował dwie wierzytelności - obejmującą prawie 600 tys. zł, zabezpieczoną wekslem poręczonym przez prezesa i wiceprezesa spółki oraz ponad 2,1 mln zł - niezabezpieczoną. Niezabezpieczoną, czyli taką, której skuteczna egzekucja może nie być łatwą sprawą. Dlaczego bank pozwolił na powstanie takiego, w żaden sposób nie "gwarantowanego", długu - nie wiem. Akcjonariusze pewnie by woleli, aby bank miał lepiej "zabezpieczony" portfel.
Bank w ogłoszeniu zaprosił - ja przynajmniej poczułem się zaproszony - do rokowań w sprawie sprzedaży wierzytelności. Powinienem skierować pismo w tej sprawie. Ale wolałem wcześniej zadzwonić, choć nazwa: wydział restrukturyzacji i windykacji, nieco mnie odstraszała.
Uprzejma pani wyjaśniła mi, że dłużnik prowadzi działalność w dwóch segmentach, spożywczo-mięsnym i brokerskim. Trochę się zdziwiłem. O ile wiem, spółka realizuje na giełdzie towarowej, raz na kilka miesięcy, symboliczne transakcje. Ma status brokera, ale znaczącą pozycję straciła dawno i chyba już bezpowrotnie.
Mówiąc zaś o zaangażowaniu w sektorze spożywczym pani wspomniała o udziałach dłużnika w giełdzie towarowej, "zdaje się krakowskiej". Nie wiem, czy chodziło o warszawską, czy - co z Krakowem więcej ma wspólnego - małopolską. Jeśli o pierwszą, są to skromne udziały, a ściślej akcje - słownie trzy. Jeśli o małopolską, to chyba nie ma o czym mówić. Tym bardziej że się przeciw Krak-Brokers zbuntowała i np. nie przekazuje mu sprawozdań finansowych. Zarząd nic sobie nie robi z większościowego właściciela, a ten nie może nic na to poradzić.