Pierwsze kolegium redakcyjne odbyło się 15 grudnia 1993 r. Właścicieli spółki było wtedy więcej niż pracowników. Redakcja mieściła się w 2-pokojowym mieszkaniu jednego z założycieli firmy na warszawskim Powiślu. Kolegia odbywały się w kuchni, w jednym pokoju był komputer, telefon i sekretariat, a w drugim stał fortepian, ale właściciel prosił, żeby nie grać. Zresztą nie bardzo było kiedy, bo rynek wtedy szalał.
Polacy masowo kupowali po trzy akcje Banku Śląskiego. Przed biurami maklerskimi stały długie kolejki chętnych do założenia rachunków inwestycyjnych. Zakładali więc i kupowali, kupowali, kupowali.
A przy okazji dostawali próbne numery PARKIETU. Wydaliśmy takich 10, a rozdawały je przed warszawskimi POK-ami studentki ubrane w wojskowe czapki z napisem PARKIET na otokach.
I wreszcie! 15 lutego 1994 r. ukazał się w kioskach w całej Polsce 1 numer naszej gazety. Miał 12 stron, z czego 8 zajmowała analiza techniczna. Robili ją dwaj pierwsi w Polsce i wtedy jedyni doradcy inwestycyjni - Maciej Kwiatkowski i Rafał Lis. Zawsze bowiem troską właścicieli gazety i w rezultacie jej największą zaletą był wysoki profesjonalizm kadr. I tak jest do dzisiaj.
Tamta wiosna była burzliwa. Na giełdzie wprawdzie tylko kilkanaście spółek, ale kursy ich akcji prawie na każdej sesji rosły po maksie. Wreszcie WIG przekroczył 20 tys. pkt. No i tąpnęło. To był krach, a później długotrwała bessa. Wielu inwestorów zniechęciło się do giełdy, niektórzy do tego stopnia, że przestali czytać PARKIET. Nie zdążyli bowiem dowiedzieć się z naszych łamów, że bessy na rynkach też się zdarzają i że można sobie z tym poradzić.