Władze Nasdaq zdecydowały się na zawieszenie notowań Adelphia w minioną środę. Wówczas to ze spółki nadeszły informacje o bliskiej niewypłacalności. Nie była ona bowiem w stanie zgromadzić 45 mln USD, by uregulować bieżące zobowiązania z tytułu obligacji śmieciowych i akcji uprzywilejowanych. Ponadto pojawiły się też informacje, że komisja papierów wartościowych (SEC) bada księgowość firmy, co było przyczyną przełożenia przez nią terminu publikacji raportu finansowego za 2001 r. W piątek nadeszły kolejne niepokojące wiadomości. Do śledztwa w sprawie praktyk rachunkowych w firmie dołączyły też dwie prokuratury - stanu Pennsylvania i Nowego Jorku. Nieoficjalnie mówi się, że głównym przedmiotem śledztwa jest sprawa udzielenia przez spółkę gwarancji kredytu opiewającego na 2,3 mld USD, który otrzymała prywatna firma, należąca do rodziny szefa Adelphii Johna Rigasa, który założył spółkę 50 lat temu. Rigas zrezygnował ze stanowiska dyrektora generalnego i prezesa już w środę.

Obserwatorzy i inwestorzy nie mają złudzeń, że Adelphia jest już na krawędzi bankructwa. Od początku roku jej notowania giełdowe spadły o ponad 80%. Wiele będzie zależeć od tego, jak zachowają się władze Nasdaq, które w czwartek przesłuchiwały zarząd spółki. Jeśli zapadnie decyzja o wykluczeniu jej z obrotu, będzie to praktycznie oznaczać upadłość. Natychmiast zgłoszą się bowiem kolejni obligatariusze z żądaniem spłaty wycenionych łącznie na 1,4 mld USD obligacji, zamiennych na akcje.

W piątek władze spółki poinformowały, że spodziewają się decyzji Nasdaq na początku nadchodzącego tygodnia.