Reklama

Korekcyjne odbicie czy początek trwalszych wzrostów?

Po zakończeniu ostatniego tygodnia notowań widać, że rynek znalazł się w ważnym momencie z punktu widzenia kierunku koniunktury w średnim terminie. Wciąż bez jednoznacznej odpowiedzi pozostają dwa pytania. Czy szał zakupów z 16 i 17 maja był początkiem trwalszej tendencji, która doprowadziłaby do przełamania tegorocznego maksimum? Czy też był imponującym, choć w dużym stopniu emocjonalnym, odbiciem po trzech miesiącach zniżek?

Publikacja: 25.05.2002 09:23

Próbując znaleźć odpowiedź na te pytania, warto zwrócić uwagę na kilka cech charakterystycznych zwyżki z 16 i 17 maja. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, że objęła ona przede wszystkim spółki, które przez ostatnie miesiące najbardziej traciły na wartości: Telekomunikację Polską, KGHM, ComArch, Softbank. Relatywnie mniejsze zainteresowanie towarzyszyło papierom z sektora bankowego. Wyróżnił się tu BPH PBK, ale nie tylko skalą zwyżki (16 maja kurs zyskał ok. 8%), ale głównie tym, że połowa z niej była wynikiem wysokiego zamknięcia.

Takie działania są zazwyczaj charakterystyczne dla końcowych faz trendów wzrostowych. W sumie indeks cenowy PARKIETU dla tego sektora nie zdołał opuścić czteromiesięcznego trendu horyzontalnego. Przypomnijmy, że w jego ramach doszło już w marcu do przełamania linii trendu wzrostowego, rozpoczętego w październiku ub.r. To świadczy o słabnięciu dotychczasowych liderów wzrostów, choć do w pełni pesymistycznej interpretacji tego wykresu potrzebne jest przebicie dołków z lutego i maja. Dopóki tak się nie stanie, byki mają wciąż szansę ponownie przejąć inicjatywę.

Drugim ciekawym spostrzeżeniem jest to, jak szybko i diametralnie zmieniło się nastawienie większości obserwatorów rynku. O ile jeszcze w pierwszej połowie maja głosy za i przeciw kontynuacji spadków były podzielone mniej więcej po równo, tak już tydzień później zdecydowanie przeważały opinie, że przełamanie oporu w postaci tegorocznego maksimum na poziomie 1464 pkt. dla WIG20 jest tylko kwestią czasu.

To bardzo przypomina sytuację, jaka wystąpiła w drugiej połowie 1999 r. Wtedy również indeks od lokalnego szczytu stracił ok. 10%, by potem zacząć zdecydowanie odzyskiwać teren. Towarzyszyło temu pełne przekonanie inwestorów, że rynek wraca do głównej tendencji. Okazało się jednak, że najgorsze dopiero przed nimi. Kolejna fala spadkowa zabrała wtedy ponad 20% wartości indeksu. Oczywiście, stan naszego rynku w tamtym momencie znacznie się różni od dzisiejszego, ale sam mechanizm reakcji inwestorów jest bardzo podobny.

No i wreszcie obserwacja z zakończonego tygodnia, gdzie popyt raczej koncentrował się na spółkach o średniej kapitalizacji (Mostostal Zabrze, Elektromontaż Export, Rolimpex, Wilbo) i mniej płynnych (Prochem, PIA Piasecki, Polifarb, Remak). Te, które silnie wzrosły 16 i 17 maja, cieszyły się mniejszym zainteresowaniem. Zazwyczaj był to element charakterystyczny dla końcowego etapu zwyżek, a nie ich początkowej fazy. Do tego bardzo niepokojąco wygląda piątkowa przecena TP SA.

Reklama
Reklama

Te wszystkie wątpliwości znajdują odbicie w przebiegu wykresu WIG20, na którym widzimy nieskuteczną próbę przełamania bariery wyznaczanej przez marcowy szczyt w strefie 1408-1417 pkt. Równocześnie nie doszło do zamknięcia powyżej 61,8-proc. zniesienia trwających od końca stycznia spadków, co nadal pozwala traktować ostatnie zwyżki jako ich korektę.

Z drugiej strony, niedźwiedzie nie zdecydowały się na jednoznaczne przejęcie inicjatywy, czego pierwszym sygnałem będzie sprowadzenie WIG20 poniżej poziomu 1362-1368 pkt., gdzie znajduje się zamknięcie z 16 maja, a także podstawa białej świecy z minionego wtorku. Można przypuszczać, że po przekroczeniu tej wysokości wydarzenia potoczą się szybko i natychmiast dojdzie do sprawdzianu kluczowej bariery 1336 pkt. Jest ona związana z połową korpusu świecy z 16 maja i szczytem z końca kwietnia.Obawiam się, że jeżeli rzeczywiście już dojdzie do jej testu, to zakończy się on sukcesem podaży. W takiej sytuacji jasne będzie, że ostatnie odbicie było tylko pułapką, więc nie ma sensu dłużej zwlekać ze znacznym ograniczeniem zaangażowania w akcje.

W konsekwencji takiego rozwoju wypadków dojdzie do domknięcia okna hossy z początku roku z dolną granicą na wysokości 1285 pkt., co przesądzi o realizacji podobnego scenariusza, jak w drugiej połowie 1999 r. Trzeba się wtedy liczyć z osiągnięciem przez WIG20 1170 pkt. Te pesymistyczne przewidywania będą aktualne do momentu zamknięcia się WIG20 powyżej 1417 pkt., czego rezultatem będzie atak na 1500 pkt.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama