Tylko dwie godziny wczorajszej sesji przykuły uwagę inwestorów. W pierwszej strach ogarnął wszystkich posiadających otwarte pozycje, gdyż z powodu burzy w Warszawie awarii uległa większość serwisów przekazujących notowania. Dziwna i coraz częstsza przypadłość uzależniania sprawności systemów od kaprysów pogody.
Druga ciekawa godzina to końcówka sesji. Tutaj strach ogarnął już tylko jedną stronę rynku. Niemal od otwarcia kontrakty trwały w trendzie bocznym, który w końcu doprowadził do naruszenia linii trendu wzrostowego, widocznej na wykresie wyżej. Pierwszy tik pod tą linią uruchomił lawinę zleceń stop i liczba otwartych pozycji spadła o ponad 400 szt. Druga fala wyprzedaży, wywołana także paniczną ucieczką długich pozycji, doprowadziła nas w pobliże luki hossy i ostatniego dołka na 1373 pkt. To w krótkim terminie najważniejsze wsparcie. Ewentualne zamknięcie luki ostudzi większość optymistycznych analityków i inwestorów, którzy najgłośniej krzyczą ostatnio o formacji flagi. Przebicie wsparć potwierdziłoby utworzenie formacji szczytowej i o teście styczniowych szczytów można wtedy zapomnieć. Mój pesymizm zapewne nie byłby wtedy odosobniony, choć to akurat kontynuacji spadków najlepiej nie wróży.
Jednak nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. Do zejścia pod lukę hossy misiom potrzebne są jeszcze: po pierwsze słaba sesja w Stanach, po drugie brak obniżki stóp. Decyzja RPP nie jest wcale prosta do prognozowania. Większość analityków czołowych banków zagranicznych oczekuje redukcji stóp o 50 pb, ale 9 z 10 krajowych instytucji obniżki spodziewa się dopiero w czerwcu, uwzględniając zapewne także czynnik polityczny. Konieczność obniżki wyraźnie pokazuje cała gama makroekonomicznych danych, ale ,jak wiemy, niestety nie zawsze przekłada się to na decyzję RPP.