Postanowienie o upadłości Espebepe zapadło na posiedzeniu niejawnym 13 maja. Mimo że ma nieprawomocny charakter opatrzono je klauzulą natychmiastowej wykonalności. Spółka wniosła w wyznaczonym terminie wniosek o uchylenie go. W uzasadnieniu podała, że wierzyciele, którzy domagali się upadłości, wycofali oficjalnie swoje stanowiska.
- Ciągle nie ma decyzji sądu, a syndyk już wprowadza cięcia kadrowe. Dotknęły one przede wszystkim robotników budowlanych, a nie administracji. Oznacza to, że nie możemy praktycznie realizować kontraktów, które w ostatnim czasie pozyskaliśmy. W moim przypadku wypowiedzenie jest z sześciomiesięcznym terminem wyprzedzenia, do tego czasu sprawa na pewno wyjaśni się całkowicie, ale pozostali, potrzebni spółce pracownicy będą musieli odejść - stwierdził Marek Diering.
Decyzją sądu zbulwersowani są także najwięksi prywatni udziałowcy Espebepe. - Obawiamy się, że syndyk przystąpi teraz również do wyprzedaży majątku na dużo gorszych warunkach, niż zostały przez nas wynegocjowane. Dlatego wystąpiliśmy do sądu z wnioskiem o stosowne zabezpieczenie do czasu uprawomocnienia wyroku. O ile sąd szybko i bez konsultacji z zainteresowanymi stronami wydał postanowienie o upadłości, o tyle teraz jest bardzo opieszały w rozpatrywaniu odwołania. Do tego czasu naszego zażalenia na tę decyzję nie może również rozpatrywać sąd drugiej instancji - powiedziała Lidia Kochanowicz-Mańk, członek rady nadzorczej Espebepe.