Cena ropy gatunku Brent w Londynie, po której zawiera się dwie trzecie transakcji na światowym rynku tego surowca, wyniesie w tym roku ok. 23 USD za baryłkę, a więc niewiele zmieni się w stosunku do średniej z maja. Będzie zatem o 6,7% niższa od średniej z 2001 r. i o wiele niższa od tegorocznego rekordu z marca na poziomie 28,53 USD.
Komisja Europejska w ub. tygodniu już po raz drugi z rzędu obniżyła prognozy wzrostu, a analitycy spodziewają się, że rozwój amerykańskiej gospodarki będzie teraz wolniejszy niż w pierwszym kwartale. Zużycie ropy nie zwiększa się, co zmusiło OPEC do zredukowania wydobycia do poziomu najniższego od czasu Wojny w Zatoce.
Ropa staniała w ub.r. o 17%, gdyż recesja w USA, Europie i Japonii zmniejszyła zużycie energii. Wrześniowe ataki terrorystów na USA jeszcze bardziej pogorszyły koniunkturę. Dla podniesienia cen OPEC czterokrotnie w ciągu roku obniżała sprzedaż, po raz ostatni od 1 stycznia i zapewniła sobie współpracę pięciu innych eksporterów w redukcji podaży. W tym miesiącu ta umowa kończy się.
Rosja już zapowiedziała, że będzie eksportowała "tyle ropy, ile zdoła", a Norwegia zniesie ograniczenia sprzedaży z końcem czerwca. W tej sytuacji Goldman Sachs prognozuje, że średnia cena ropy w tym roku wyniesie 20 USD za baryłkę. Jeśli wziąć pod uwagę dotychczasowe notowania, w drugim półroczu ropa powinna kosztować 16,8 USD.
Gazeta "Handelsblatt" poinformowała wczoraj, że Niemcy i Rosja zamierzają utworzyć giełdę naftową, na której transakcje zawierano by w euro i która konkurowałaby z giełdami w USA i Wielkiej Brytanii. Zmniejszyłoby to uzależnienie Rosji od kursu dolara, który teraz jest dominującą walutą w handlu tym surowcem i zwiększyłoby dostęp Niemiec do rosyjskiej ropy.