Na wysokie zobowiązania rozpoczynającej wkrótce publiczną ofertę firmy zwraca uwagę zarówno Michał Sztabler, analityk BM BGŻ, jak i Marcin Rams, reprezentujący Beskidzki DM. Ten drugi wskazuje także na zapis prospektu mówiący o tym, że wszelkie plany i prognozy konstruowane są w oparciu o założenie, że uda się pozyskać kapitał z rynku. Nie ukrywa tego także Jan Rosochowicz, prezes zarządu W. Kruk.
- Wyczerpały się nasze możliwości rozwoju poprzez finansowanie długiem. Kapitały własne sięgają 17 mln zł, zaś zadłużenie - 26 mln zł - przyznaje prezes. Koszty samych odsetek w 2001 roku sięgnęły 4 mln zł. Z rynku poznańska firma zamierza zebrać od 25 do 30 mln zł. Środki te m.in. mają służyć do spłaty zadłużenia, ale, jak zauważa M. Sztabler, cel ten wymieniany jest dopiero na końcu.
Pieniądze posłużą bowiem głównie do rozbudowy sieci sklepów z obecnych 49 obiektów do 100 w 2006 roku. - Takie cele emisji są dość enigmatyczne i mówiąc wprost, niezbyt mnie przekonują - ocenia analityk BM BGŻ. Jego zdaniem - nawet uwzględniając specyfikę branży handlowej - zbyt niska jest rentowność kapitału oraz osiągane zyski netto przedsiębiorstwa.
- Przy przychodach rzędu 92 mln zł za 2001 rok należałoby spodziewać się czegoś więcej niż 1,1 mln zł zysku - dodaje. Marcin Rams przypomina o niskiej płynności finansowej przedsiębiorstwa. - Pozostaje mieć nadzieję, że emisja ją poprawi - ocenia analityk.
Pojawiają się także opinie, że na giełdowym debiucie bardziej niż zarządowi W. Kruk zależy Enterprise Investors, który upatruje w tym szansę na upłynnienie własnych aktywów. Fundusze zarządzane przez EI obecne są w spółce od 1993 roku i posiadają 52% kapitału. Jan Rosochowicz nie zgadza się jednak z takim stwierdzeniem. - Po prostu chcąc się rozwijać, nie możemy dłużej czekać z publiczną ofertą.