Aż przez 10 z ostatnich 12 tygodni czołowe indeksy nowojorskie wykazywały tendencję spadkową, do której przyczyniły się ujawnione po bankructwie Enrona fałszerstwa w rachunkowości amerykańskich spółek, groźba nowych ataków terrorystycznych, a także konflikty w Izraelu i Kaszmirze.

Piątek przyniósł utrwalenie zniżek, zwłaszcza w sektorze high-tech, gdy Intel - największy producent półprzewodników na świecie - przedstawił pesymistyczną prognozę dotyczącą sprzedaży. Była ona zaskoczeniem dla inwestorów, którzy spodziewali się raczej zwiększonego popytu na urządzenia komputerowe, będącego efektem ożywienia aktywności ekonomicznej po obu stronach Atlantyku. Atmosferę w Nowym Jorku pogorszyły też dane wykazujące mniejszy, niż przewidywano, wzrost zatrudnienia w USA.

Jednak, jak wynika z wypowiedzi ekspertów, to nie sytuacja makroekonomiczna decyduje o negatywnym nastawieniu inwestorów. - Nie sądzę, by na całym rynku amerykańskim było obecnie więcej niż 25 spółek, których walory chciałbym kupić. Stan gospodarki USA mniej niepokoi niż sam rynek akcji - stwierdził cytowany przez agencję Bloomberga Anais Faraj, strateg Nomura International.

Impulsy z Nowego Jorku sprawiły, że podczas sesji piątkowych w odwrocie znalazły się również notowania europejskich firm nowych technologii, zwłaszcza Nokii, Alcatela, Ericssona i STMicroelectronics. Do ogólnego spadku indeksów przyczynił się też największy od pięciu lat wzrost bezrobocia w Niemczech.

Spadek europejskich rynków akcji do poziomu dołków z września 2001 to tylko kwestia czasu. Tak wynika z analizy wykresu Dow Jones Eurostoxx 50, skupiającego największe firmy naszego kontynentu. Po przełamaniu wsparcia wyznaczanego przez lutowy dołek tempo spadku uległo przyspieszeniu i od 3,5-letniego minimum na poziomie 2877,7 pkt. indeks dzieli już tylko 300 punktów.