Reklama

Spadek troche za mały

Dysproporcja między czasem, jaki w tym roku WIG20 spędza w konsolidacji, a okresami, w których na rynku panuje wyraźny trend, powiększa się. Niewielka jest szansa, że sytuację poprawi piątkowy spadek, dzięki któremu WIG20 miał najniższą wartość od 15 maja (1364,56 pkt.).

Publikacja: 08.06.2002 09:36

Robert Rhea* określił linię jako "ruch cenowy trwający 2-3 tygodnie lub nawet dłużej, podczas którego oba indeksy poruszają się w zakresie 5-proc. odchylenia od swej średniej. Ruch taki wskazuje na akumulację bądź dystrybucję". W czasie akumulacji akcje przechodzą w silne ręce (przez silne ręce rozumiem tutaj przekonanych o swojej racji inwestorów, którzy nie rzucą się do wyprzedaży akcji po niewielkim spadku lub po byle jakim wzroście), co zapowiada hossę. Dystrybucja jest działaniem przeciwnym akumulacji - w czasie jej trwania akcje przechodzą w słabe ręce.**

Czy linia jest dystrybucją czy akumulacją, przekonujemy się po tym, jak ceny wybiją się z niej. Przekroczenie górnego ograniczenia linii zapowiada dalszy wzrost kursów, spadek poniżej dolnej granicy linii to zapowiedź spadków.

Te teoretyczne założenia dotyczące wybicia nie najlepiej sprawdzają się w ostatnim czasie na GPW - przynajmniej jeśli chodzi o indeks WIG20. Wskaźnik mierzący koniunkturę wśród największych spółek wybił się z marazmu 16 maja, osiągając najwyższą wartość od dwóch miesięcy. Zgodnie z teoretycznymi założeniami, taka sytuacja zapowiada dalsze wzrosty cen. Tymczasem na naszym rynku już dzień po wybiciu było po wszystkim. WIG20 został ściągnięty z 1414 pkt. w czasie sesji do 1385 pkt. na zamknięcie, przy bardzo wysokich obrotach. To pokazuje, że w szeregach byków nie ma dość determinacji, żeby zaatakować styczniowy szczyt (1464 pkt.).

Dlaczego nie flaga

Zamiast kontynuacji wzrostu mamy kolejny trend boczny, jeszcze gorszy od poprzedniego. Najwyższe zamknięcie sesji w trakcie tej tendencji wyniosło 1393 pkt., najniższe to piątkowe 1365 pkt. Tak niska zmienność indeksu, następująca po gwałtownym wzroście, może sugerować, że mamy do czynienia z flagą. To formacja występująca w trakcie silnych trendów, dzieląca dynamiczny ruch cen na połowę. W trakcie jej kształtowania następuje stopniowy spadek obrotów, aż do ich całkowitego niemal zaniku.

Reklama
Reklama

W tej definicji kluczowe jest słowo trend. Nie uważam, żeby do jednodniowego, gwałtownego wzrostu notowań pasowało słowo trend. Dlatego nie interpretuję tego, co dzieje się na wykresie WIG20 w ostatnich trzech tygodniach jako flagi.

Niejednoznaczny

wykres tygodniowy

W tej chwili nie tylko kilkutygodniowy (krótkoterminowy), ale również kilkumiesięczny (średnioterminowy) trend ma kierunek horyzontalny. Jego górnym ograniczeniem jest szczyt ze stycznia br. (1464 pkt.), dolnym - dołek z początku maja (1288 pkt.). W którą stronę nastąpi wybicie? Patrząc na wykresy indeksów zagranicznych (np. DAX - najniższy poziom w tym roku), nie mam wątpliwości, że prędzej czy później wrócimy do bessy. Ale proszę spojrzeć na wykres WIG20 po styczniowym szczycie - kolejne, położone coraz niżej dołki nie napędzały spadków, ale sprawiały, że notowania zaczynały rosnąć. Czy to jest zachowanie typowe dla trendu spadkowego?

Na niewiele zdaje się tutaj odwołanie do wykresu tygodniowego WIG20. Główna linia bessy została przełamana, a wykres dzieli od styczniowego szczytu niewielka odległość (zarówno licząc w punktach, jak i oceniając wzrokowo). Wsparcie w postaci połowy największej tegorocznej białej świecy działa bez zarzutu - zatem powinniśmy rosnąć.

Na wykresie tygodniowym można dostrzec też dwie inne rzeczy. W tym przypadku raczej jedną z nich widać, drugiej po prostu nie ma. To, czego mi brakuje, to konsolidacja. Większość poważnych trendów wzrostowych zaczyna się od zbudowania bazy, w czasie której akcje są akumulowane (tak było np. w 1995 r.). W październiku 2001 r. wzrost zaczął się bez takiego przygotowania, co sugeruje jego korekcyjny i spekulacyjny charakter.To, co może posiadaczy akcji niepokoić na wykresie tygodniowym, to malejąca dynamika wzrostu. W pierwszej fali zakupów, trwającej od początku października do połowy listopada 2001 r., WIG20 powiększył swoją wartość o ponad 30%, w drugiej, zakończonej w styczniu br., zyskał już 25%. Kąt, pod jakim wspinał się w górę WIG20, jest w drugiej fali wzrostowej niższy, a co gorsza - zapoczątkowany z 1464 pkt. spadek sprawił, że wykres indeksu znalazł się poniżej szczytu pierwszej odsłony rynku byka.

Reklama
Reklama

W hossie, szczególnie na jej początku, takie rzeczy nie powinny się zdarzać. Dlatego uważam, iż ostatni wzrost to nie hossa, a jedynie jakaś większa korekta w bessie. A na taką korektę, zapoczątkowaną bez odpowiedniego przygotowania w postaci konsolidacji, 50%, jakie WIG20 zyskał od październikowego dna do styczniowego szczytu, to wystarczająca zwyżka. n

 * Robert Rhea w 1932 r. wydał książkę "Dow Theory", w której usystematyzował poglądy Charlesa H. Dowa, uważanego za twórcę analizy technicznej. Pisząc o obu indeksach Rhea miał na myśli średnią przemysłową i średnią transportową (kolejową) Dow Jonesa.

** "Podstawy analizy technicznej" Martin J. Pring, WIG Press Warszawa 1998 r

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama