Jorge Bermudez chce to zmienić. W ubiegłym tygodniu został szefem operacji Citigroup w Ameryce Łacińskiej i w wywiadzie prasowym zapowiedział, że w ciągu 3-5 lat jego firma zamierza podwoić swój obecny 4-proc. udział w brazylijskim rynku, być może poprzez przejęcia. W całym kraju Citigroup ma teraz 53 oddziały, wobec trzech tysięcy prowadzonych przez największy tamtejszy bank prywatny.

Plany te dowodzą, że Citigroup zdał sobie sprawę, że musi zwiększyć aktywność w najludniejszym kraju latynoskim, aby być konkurencyjnym, i zakładają, że zaufanie inwestorów wobec Brazylii poprawi się. - Nie można być bankiem detalicznym przy tak małej liczbie oddziałów - powiedział agencji Bloomberga Alcides de Souza Amaral, były szef Citigroup w Brazylii, który teraz jest finansowym konsultantem banku.

Wydaje się, że największa na świecie instytucja finansowa zaczyna wyciągać wnioski z meksykańskiej lekcji. Po kilkudziesięciu latach obecności w tym kraju Citigroup w ub.r. wywindował się na 2. miejsce po dokonaniu akwizycji za 12,5 mld USD.

Mając bilion dolarów w aktywach na całym świecie, Citigroup bez trudu może kupić każdy brazylijski bank - twierdzą analitycy. - Trzeba mieć Brazylię, jeśli chce się być obecnym w Ameryce Łacińskiej. Oni kupią coś, jak tylko znajdą odpowiedniego kandydata - powiedział Michael Stead z Wells Capital Management.

Jednym z celów przejęcia może być Uniao de Bancos Brasileiros, którego wartość rynkowa wynosi 10,7 mld reali (4 mld USD), po spadku kursu jego akcji w tym roku o 14%. - Ten czwarty co do wielkości prywatny bank w Brazylii może być wystawiony na sprzedaż, jeśli kontrolujący go akcjonariusz, rodzina Sallesów, dojdzie do wniosku, że jej firmę dzieli już zbyt duży dystans do Banco Bradesco i Itau, dwóch największych w tym kraju prywatnych banków - uważa Robert Lacoursiere, analityk południowoamerykańskiej bankowości w nowojorskim Lehman Brothers.