Wczorajsza sesja miała przynieść jakieś odreagowanie. Wzrost wprawdzie był, ale można być trochę rozczarowanym jego skalą. Byki miały bowiem ogromne wsparcie ze strony giełd zachodnich, ale mimo to ostatniej luki nie udało się zamknąć. Początek sesji to paropunktowe osłabienie, które zatrzymane zostało dopiero po wynikach Nokii. Wszystkie giełdy pilnie wsłuchiwały się w komunikaty z konferencji, gdyż spółka jest dla inwestorów świetnym barometrem koniunktury, nie tylko w swoim sektorze.

Po początkowym rozczarowaniu europejskie indeksy rozpoczęły mocne wzrosty. Po części to efekt wyprzedanego rynku, po części ucieczka z krótkich pozycji w sektorze TMT, który najbardziej był narażony na przecenę po ewentualnych hiobowych wieściach z fińskiej spółki. Wzrosty Eurolandu rozpoczęły się przed południem i trwały przez całą naszą sesję. Taki układ jest wyjątkowo korzystny dla GPW, gdyż atmosfera z sąsiednich giełd prędzej czy później do nas dociera. Tak też stało się i wczoraj, ale skala tego optymizmu była zdecydowanie mniejsza. Okazuje się, że utracona w zeszłym tygodniu korelacja działa w obie strony.

Taki rynek staje się coraz mniej wdzięczny do prognozowania. Niskie obroty i brak korelacji sprawiają, że rodzime fundusze mogą wykreować dowolny wynik sesji. Sądzę jednak, że przy trwalszym uspokojeniu na zachodnich giełdach (a bliskość wrześniowych dołków na pewien czas powinna to zapewnić), podciągniemy jeszcze parę punktów i wrócimy w obszar ostatniej konsolidacji. To wymagałoby pokonania średniej kroczącej i zamknięcia ostatniej luki. Powinno się udać, choć po dzisiejszej niewykorzystanej szansie, mówię to już z nieco mniejszym entuzjazmem niż wczoraj. Proszę też pamiętać, że obecny wzrost należy traktować jedynie w kategoriach odbicia.