Emocje związane z Mundialem (zwłaszcza te negatywne) przyćmiewają to, co ostatnio może zaoferować warszawski parkiet. A może chyba niezbyt wiele. Zastój w handlu spowodowany meczami polskiej reprezentacji można jeszcze jakoś zrozumieć, ale trudno podejrzewać rzeszę inwestorów o to, że są tak zagorzałymi wielbicielami futbolu, iż transakcje zawierają jedynie w przerwach między spotkaniami piłkarskimi.
Niestety, brakuje po prostu świeżego kapitału, który mógłby zainicjować ruch do góry. Ponieważ obroty są śmiesznie małe, prawdopodobnie nie potrzeba byłoby go aż tak wiele, ale i tego nie ma. Nie świadczy to dobrze o sile rynku. Podaż wstrzymywana nadzieją na ratunkowe działania OFE (zbliża się koniec półrocza) nie naciska zbyt mocno, ale niepewność związana z nie najlepszą sytuacją na giełdach zachodnich może w końcu przeważyć. Niepokój jest uzasadniony, tym bardziej że skutki afery Enronu są coraz dotkliwsze, a spadek zaufania do zarządów spółek, analityków i firm audytorskich stawia inwestorów amerykańskich w bardzo trudnej sytuacji. Poza tym wiara krajowych inwestorów w OFE może okazać się złudna. Zawiera ona założenie o wspólnym froncie wszystkich funduszy, co nie jest pewne, nie ma też żadnego powodu, aby zarządzający postępowali zgodnie z oczekiwaniami tłumu. Właściwie można nawet przyjąć, że będzie inaczej niż wyobraża to sobie większość.
Doświadczenie uczy, że to właśnie drobni inwestorzy finansowali wzrosty, a potem zostawali z drogimi akcjami w portfelach. Dobrze byłoby wyciągnąć z tych doświadczeń jakąś naukę dla siebie.