W ostatnich dniach obowiązywał następujący scenariusz: każdy ruch na rynku
eurodolara przekładał się natychmiast na rynek euro/zł, natomiast USD/zł był dość stabilny. Wspólna waluta podrożała więc w stosunku do złotego bardzo wyraźnie, docierając prawie do 3,95. We wtorek ten scenariusz przestał obowiązywać. Silna korekta, do której doszło na rynku eurodolara podczas notowań w USA i potem na Dalekim Wchodzie, doprowadziła na polskim rynku do zmian wartości zarówno USD, jak i euro. I to właśnie dlatego poranne notowania zaczynaliśmy z 4,04 i 3,925. Odchylenie od parytetu wynosiło 7,3%, realna wartość polskiej waluty była więc właściwie taka, jak w poniedziałek na zamknięciu transakcji. Potem złoty zaczął się umacniać, odreagowując nieco ostatnie spadki. Około 10.00 odchylenie od parytetu wynosiło 7,6%. Dolar potaniał o grosz, wspólna waluta o półtora grosza. I tu właściwie można by było zakończyć opis wtorkowych transakcji. Do końca dnia niewiele się działo, również za sprawą zachowania rynku wspólnej waluty. Jeszcze tylko późnym popołudniem przesunęliśmy się na 7,7%, dolar kosztował wtedy 4,018 zł, a euro 3,913 zł.
W poniedziałek rano na rynku wspólnej waluty testowaliśmy arcyważny z technicznego punktu widzenia poziom 0,981. Nie udało się go przebić. Następne godziny upłynęły na stabilizacji w okolicach 0,978-0,98. Nie było wystarczającej "pary", aby wybić się z tego przedziału i podążyć w stronę parytetu. W takiej sytuacji musiało dojść do korekty. Silne zmiany zaczęły się już podczas transakcji w USA, euro spadło na 0,97. W Azji było jeszcze gorzej, w pewnym momencie odnotowaliśmy nawet 0,9665. Wtorkowe notowania w Europie zaczynaliśmy z 0,972. Potem niewiele się działo. Przez większą część dnia kurs zawarty był w przedziale 0,972-0,97. Dopiero późnym popołudniem wybiliśmy się z tego przedziału. Kończyliśmy na 0,974.
Popołudniowa mniejsza aktywność na rynkach mogła być spowodowana półfinałowym meczem mistrzostw świata w piłce nożnej. Oto siła oddziaływania sportu...
Dzisiaj wieczorem poznamy decyzję Fed. Nikt nie oczekuje jednak zmian w polityce monetarnej. Jeszcze trzy miesiące temu uważano, że czerwiec będzie miesiącem, w którym rozpocznie się seria podwyżek stóp procentowych w USA. Niestety, nie widać na razie silnego ożywienia największej gospodarki świata. Nie ma zatem związanej z nim presji inflacyjnej.