Nocą we wtorek świat finansów zelektryzowała wiadomość: WorldCom, drugi największy amerykański operator telekomunikacyjny typu long-distance (połączenia długodystansowe), znalazł się w poważnych tarapatach. Przedstawiciele koncernu przyznali, że w latach 2001-2002 (pięć kolejnych kwartałów) stosowali praktyki księgowe niezgodne ze standardem GAAP, obowiązującym wszystkie amerykańskie firmy.
Ich efektem było zawyżenie zysków oraz cash-flow. Wewnętrzny audyt spółki wykazał bowiem, że niezgodnie z GAAP zaksięgowane zostały przepływy w imponującej kwocie 3,8 mld USD (w 2001 roku - 3 055 mln USD, w I kwartale 2002 - 797 mln USD). Efektem twórczych zabiegów nad księgami handlowymi jest korekta uznanych przez inwestorów za prawidłowe rezultatów finansowych. Inwestorzy byli przekonani, że w 2001 roku WorldCom zanotował 1,4 mld USD zysku księgowego, natomiast w okresie styczeń-marzec 2002 - 130 mln USD. W rzeczywistości ten telekom miał olbrzymie straty. Matactwa księgowe z przepływami pieniężnymi zredukowały bowiem zyski EBITDA w tych latach odpowiednio o 6,339 mld USD i 1,368 mld USD. To bardzo dużo, zwłaszcza porównując choćby ze skonsolidowaną sprzedażą z roku ubiegłego (35,2 mld USD).
Anatomia kłopotów
Jeszcze 5 lat temu WorldCom był niewielką firmą telekomunikacyjną. Firmą, jakich wiele funkcjonowało za oceanem. Analitycy ukuli nawet obrazowe powiedzenie - telekom z drugiej ligi. Rok 1998 zapisze się w historii firmy jako przełomowy. Wówczas WorldCom przejął za 37 mld USD trzykrotnie większą firmę MCI - wicelidera rynku połączeń długodystansowych, który ustępował jedynie słynnemu koncernowi AT&T. Niestety, operacje na rynku fuzji i przejęć mają to do siebie, że często nie przynoszą oczekiwanych efektów. Wyścig o udział w rynku wiązał się z obniżeniem stawek za połączenia. Internet, nowe medium, wymagał znaczących nakładów inwestycyjnych. Zyski z internetu to odległa przyszłość, o czym pod koniec lat dziewięćdziesiątych niewielu zarządzających wiedziało. Boom telekomunikacyjny nieuchronnie zbliżał się ku końcowi. Inwestorzy byli coraz bardziej pełni obaw, czy spółki telekomunikacyjne będą w stanie zagwarantować dotychczasową dynamikę wzrostu.
W czerwcu 1999 roku WorldCom był jedną z największych amerykańskich korporacji. Jego kapitalizacja rynkowa sięgała 115 mld USD (cena akcji przekraczała 60 USD), co sprawiało, że spółka znalazła się w ekskluzywnym gronie trzycyfrowych gigantów, do których należały m.in.: Microsoft, Cisco Systems czy AT&T. W niespełna 3 lata później akcje WorldCom można było już kupić za centy (kurs poniżej 1 USD), a kapitalizacja spadła poniżej 1 mld USD.