Reklama

WorldCom- kolejny gigant karłem

Nieprawidłowości w amerykańskim WorldCom, które wyszły na jaw we wtorek, nie są niczym szczególnym. Problem w tym, że nadeszły w szczególnie kłopotliwym okresie. Nasdaq Composite i S&P 500 są o włos od przełamania wrześniowych minimów.

Publikacja: 28.06.2002 09:34

Nocą we wtorek świat finansów zelektryzowała wiadomość: WorldCom, drugi największy amerykański operator telekomunikacyjny typu long-distance (połączenia długodystansowe), znalazł się w poważnych tarapatach. Przedstawiciele koncernu przyznali, że w latach 2001-2002 (pięć kolejnych kwartałów) stosowali praktyki księgowe niezgodne ze standardem GAAP, obowiązującym wszystkie amerykańskie firmy.

Ich efektem było zawyżenie zysków oraz cash-flow. Wewnętrzny audyt spółki wykazał bowiem, że niezgodnie z GAAP zaksięgowane zostały przepływy w imponującej kwocie 3,8 mld USD (w 2001 roku - 3 055 mln USD, w I kwartale 2002 - 797 mln USD). Efektem twórczych zabiegów nad księgami handlowymi jest korekta uznanych przez inwestorów za prawidłowe rezultatów finansowych. Inwestorzy byli przekonani, że w 2001 roku WorldCom zanotował 1,4 mld USD zysku księgowego, natomiast w okresie styczeń-marzec 2002 - 130 mln USD. W rzeczywistości ten telekom miał olbrzymie straty. Matactwa księgowe z przepływami pieniężnymi zredukowały bowiem zyski EBITDA w tych latach odpowiednio o 6,339 mld USD i 1,368 mld USD. To bardzo dużo, zwłaszcza porównując choćby ze skonsolidowaną sprzedażą z roku ubiegłego (35,2 mld USD).

Anatomia kłopotów

Jeszcze 5 lat temu WorldCom był niewielką firmą telekomunikacyjną. Firmą, jakich wiele funkcjonowało za oceanem. Analitycy ukuli nawet obrazowe powiedzenie - telekom z drugiej ligi. Rok 1998 zapisze się w historii firmy jako przełomowy. Wówczas WorldCom przejął za 37 mld USD trzykrotnie większą firmę MCI - wicelidera rynku połączeń długodystansowych, który ustępował jedynie słynnemu koncernowi AT&T. Niestety, operacje na rynku fuzji i przejęć mają to do siebie, że często nie przynoszą oczekiwanych efektów. Wyścig o udział w rynku wiązał się z obniżeniem stawek za połączenia. Internet, nowe medium, wymagał znaczących nakładów inwestycyjnych. Zyski z internetu to odległa przyszłość, o czym pod koniec lat dziewięćdziesiątych niewielu zarządzających wiedziało. Boom telekomunikacyjny nieuchronnie zbliżał się ku końcowi. Inwestorzy byli coraz bardziej pełni obaw, czy spółki telekomunikacyjne będą w stanie zagwarantować dotychczasową dynamikę wzrostu.

W czerwcu 1999 roku WorldCom był jedną z największych amerykańskich korporacji. Jego kapitalizacja rynkowa sięgała 115 mld USD (cena akcji przekraczała 60 USD), co sprawiało, że spółka znalazła się w ekskluzywnym gronie trzycyfrowych gigantów, do których należały m.in.: Microsoft, Cisco Systems czy AT&T. W niespełna 3 lata później akcje WorldCom można było już kupić za centy (kurs poniżej 1 USD), a kapitalizacja spadła poniżej 1 mld USD.

Reklama
Reklama

Najnowsza historia amerykańskich korporacji zna wiele przypadków firm, które traciły zaufanie dawców kapitału. Wiele z nich kończyło bankructwem. Inne skrywały prawdziwą sytuację finansową, dopuszczając się nadużyć księgowych.

Zeszły rok był wyjątkowy pod tym względem. Enron, potężny koncern użyteczności publicznej, jest tego najlepszym przykładem. Ta niechlubna lista jest o wiele większa: Dynegy, Adelpha Communications, Tyco International, Global Crossing. Od wtorku członkiem tego klub jest także WorldCom.

Czary nad księgami

Ostatnie lata przyniosły plagę korekt wyników finansowych, polegających zazwyczaj na weryfikacji w dół już opublikowanych danych. W ciągu minionych 6 lat wskutek błędnego księgowania inwestorzy stracili 200 mld USD. W latach 1997-2000 liczba korekt sprawozdań finansowych podwoiła się ze 116 do 233.

Howard Schilit w niedawno opublikowanej książce "Financial Shenanigans: How to Detect Accounting Gimmicks and Fraud in Financial Reports" wymienia kilka najbardziej popularnych metod, zniekształcających prawdziwe oblicze finansów korporacji amerykańskich. Są to:l przedwczesne księgowanie zysków (w momencie dostawy towarów, ale przed ich ostateczną sprzedażą),

l księgowanie fałszywych przychodów (uznawanie dochodu w drodze wymiany podobnych aktywów),

Reklama
Reklama

l powiększanie dochodu jednorazowymi zyskami,

l przerzucanie bieżących wydatków na wcześniejsze lub późniejsze okresy,

l ukrywanie poważnych zobowiązań (tworzy się np. spółki zlokalizowane w rajach podatkowych, które nie są ujmowane w sprawozdaniach skonsolidowanych),

l przerzucanie bieżących dochodów na lata późniejsze (tworzenie rezerw i rozwiązywanie ich w razie potrzeby później).

Menedżerowie

Spektakularne dramaty wspomnianych spółek mają także inny wspólny mianownik. Ich uczestnikami są menedżerowie zarządzający wielkimi korporacjami. Za ich przyzwoleniem, a niejednokrotnie z ich inspiracji, dochodzi do stosowania kreatywnych metod księgowania zdarzeń gospodarczych. Miał Enron swojego Kenneth'a Lay'a, miało Tyco swojego Dennis'a Kozlowski'ego, miał i WorldCom swoje czarne owce.

Reklama
Reklama

W kwietniu tego roku koncern opuścił wieloletni prezes Bernard Ebbers (piastujący stanowisko od 1984 roku), uwikłany w pożyczki i poręczenia ze swojej firmy na kwotę 366 mln USD. Wtorkowemu oświadczeniu WorldComu towarzyszyła informacja o zwolnieniu dyrektora finansowego Scotta Sullivana (zaufanego współpracownika Bernarda Ebbersa) i Davida Myersa, głównego specjalisty od controllingu. Opuścili oni firmę, ponieważ byli odpowiedzialni za świadome wprowadzenie w błąd inwestorów machinacjami księgowymi. Bez ich wiedzy niemożliwe było ukrycie prawdziwej kondycji WorldComu.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że rewidentem WorldComu do niedawna był jeszcze Andersen (obecnie KPMG) - firma, która była jednym z negatywnych bohaterów afery Enronu. Tym razem przedstawiciele firmy zdystansowali się od uczestnictwa w machinacjach rachunkowych WorldComu.

Ameryka po WorldComie

Sondaż przeprowadzony przez CNN jednoznacznie wskazuje, jaki stosunek mają Amerykanie do wydarzeń wokół WorldComu. Złudzenia zostały rozwiane. Enronitis, choroba wściekłych korporacji, nie słabnie, pożerając kolejne ofiary. 95% Amerykanów uczestniczących w sondażu (830 osób) uważa, że WorldCom nie jest ostatnią korporacją dotkniętą machinacjami księgowymi.

Nie ma wątpliwości, że afera WorldComu podważa zaufanie inwestorów do rynku amerykańskiego. W komentarzach po tym wydarzeniu przeważają opinie, że machinacje spółki mogą być gwoździem do trumny dla największego rynku akcji na świecie. Najlepiej określił nastroje inwestorów Todd Clark, zarządzający ramieniem inwestycyjnym banku Wells Fargo. - Ludzie mogą mówić - lepiej postawić u bukmacherów na drużynę futbolu amerykańskiego Gigantów z Nowego Jorku, niż zdawać się na łaskę władz korporacji i tracić na akcjach - powiedział.

Reklama
Reklama

Słabnący dolar na sesji środowej wskazuje, że wielu inwestorów zagranicznych traci cierpliwość do rynku amerykańskiego i przenosi swoje aktywa w bardziej bezpieczne regiony. Trwa to zresztą od lutego tego roku - euro w tym czasie umocniło się o 14%, wzrastając z 86 centów do 98 centów.

John Bollinger, znany analityk techniczny (twórca potęg Bollingera), obawia się, że amerykański rynek akcji wkroczy w długoletni trend horyzontalny. Na średniej przemysłowej trend ten trwa już od 1999 roku. Będzie on podobny do tego, który Ameryka widziała w latach siedemdziesiątych, a Japonia widzi od 13 lat. Zawsze może być gorzej. Tym bardziej że Nasdaq Composite, indeks parkietu, na którym notuje się WorldCom, znajduje się tuż nad newralgicznym wsparciem z września ubiegłego roku. W środę wsparcie było już naruszone, jednak na koniec sesji strona popytowa wyciągnęła indeks powyżej dna.

Insider trading nie wykluczony

Członkowie kierownictwa WorldCom w ciągu 15 miesięcy, gdy spółka, manipulując księgowością, ukrywała straty, sprzedali jej walory za łączną kwotę 31,6 mln USD - podała amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd (SEC), podkreślając, iż w tym przypadku zachodzi podejrzenie wykorzystywania poufnych informacji, czyli tzw. insider-tradingu. Wśród osób, które sprzedały akcje, znalazł się m.in. nowy dyrektor generalny WorldCom John Sidgmore. W kwietniu, dzięki takiej operacji, pozyskał 441,05 tys. USD.

Stanowe fundusze emerytalne

Reklama
Reklama

straciły ponad 1 mld USD

Według wstępnych szacunków, amerykańskie stanowe fundusze emerytalne straciły na inwestycji w akcje WorldCom ponad 1 mld USD. Jest to kolejny dotkliwy cios dla tych instytucji, które poniosły również dotkliwe straty po bankructwie Enrona. Największy fundusz stanowy w USA, obsługujący pracowników sektora publicznego w stanie Kalifornia, szacuje, że na inwestycjach w akcje i obligacje stracił 565 mln USD.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama