Do najwyższego poziomu w tym miesiącu zdrożało we wtorek złoto, choć wzrost jego ceny podczas wczorajszej sesji był niewielki. Czynnikiem, który wciąż ma największy wpływ na notowania tego surowca w Europie, są wahania na rynkach walutowych. Za wzrostem cen tego kruszcu przemawiało wczoraj dalsze osłabienie dolara wobec euro. Ponadto powrót spadków na czołowe rynki akcji znów skłonił niektórych inwestorów do zamykania pozycji i lokowania kapitałów właśnie w ten kruszec.

Złoto uznawane jest przez wielu inwestorów za bezpieczną inwestycję. Nie dziwi więc, że jest teraz na nie popyt, kiedy coraz częściej mówi się o możliwości ataku USA na Irak, kolejne afery księgowe wstrząsają Wall Street, a dodatkowo czołowi producenci złota zapowiadają zmniejszenie dostaw. W końcu wczorajszej sesji uncja tego kruszcu kosztowała niecałe 313 USD i była o ok. 0,5% droższa niż dzień wcześniej. Według analityków z londyńskiego biura UBS Warburg, w najbliższych dniach na tym rynku powinna nastąpić konsolidacja i ceny złota będą wahać się w przedziale 310-314 USD za uncję. Słabnący dolar korzystnie wpłynął też na notowania innego metalu szlachetnego - srebra. Kosztowało ono w końcu wczorajszej sesji 5,03 USD za uncję, najwięcej od 7 czerwca br.

O niecały 1% staniała natomiast ropa na londyńskiej międzynarodowej giełdzie petrochemicznej (IPE). Inwestorzy woleli pozbywać się tego surowca, spodziewając się, że wieczorem, już po zamknięciu notowań na nowojorskiej giełdzie NYMEX, Amerykański Instytut Petrochemiczny (API) poinformuje o rosnących zapasach produktów ropopochodnych w Stanach Zjednoczonych. Gdy API opublikowała podobny taki raport, 11 dni temu, zapasy te wynosiły 127 mln baryłek. Według prognoz analityków, teraz wzrosną one o ok. 600 tys. baryłek. Wpływ na to ma też wciąż większa od ustalonej produkcja ropy w krajach zrzeszonych w OPEC. Spekuluje się, że większość członków tego kartelu już od czterech miesięcy systematycznie zwiększa dostawy, wbrew wewnętrznym ustaleniom.

Tylko kosmetyczne zmiany miały wczoraj miejsce na rynku miedzi. W kontraktach trzymiesięcznych tona tego surowca kosztowała w końcu wczorajszej sesji 1657 USD, o 3 USD więcej niż w poniedziałek. Rynek miedzi najspokojniej reaguje na wahania na światowych rynkach finansowych i żyje raczej własnym życiem. Wczoraj brakowało bardzo istotnych czynników, które mogłyby pobudzić większe zmiany cen. Na początku sesji surowiec ten drożał dość wyraźnie w reakcji na zakupy dokonywane przez inwestorów azjatyckich, uzupełniających fizyczne zapasy miedzi, w drugiej połowie dnia nastąpiła jednak korekta.