- Zachowajcie spokój! Nie podejmujcie decyzji, których będziecie kiedyś żałować! - apelował do inwestorów Richard Grasso, prezes New York Stock Exchange, podczas programu NBC "Meet the Press". Przypomniał, że w wieloletniej perspektywie akcje zawsze okazywały się najlepszym instrumentem pomnażania oszczędności. W oglądanym z równą uwagą programie CBS "Face the Nation", Abby Cohen z Goldman Sachsa, analityk, której wciąż ufają inwestorzy, przekonywała ich, że dobre dane makroekonomiczne staną się, już w najbliższym czasie, katalizatorem giełdowych wzrostów. - Uważam, że akcje stały się zbyt tanie - mówiła Cohen.
Niezwykłe apele do inwestorów wygłoszone tej samej niedzieli w "Meet the Press" i " Face the Nation", cieszących się największą oglądalnością programach publicystycznych, zaświadczają, że w Ameryce narasta paniczna niepewność co do przyszłości giełdy - i przyszłości samej Ameryki. Co się bowiem stanie, jeżeli gremialna ucieczka z giełdy rzeszy indywidualnych inwestorów zawiśnie jak chmura gradowa nad wciąż bardzo letnim ożywieniem gospodarczym? Czy nie doprowadzi do recesji, o wiele groźniejszej od poprzedniej?
Analitycy Banc of America twierdzą, że wycofywanie pieniędzy z funduszy powierniczych osiągnęło w ubiegłym tygodniu poziom 10,7 mld USD, nie notowany nawet w tygodniach po 11 września 2001 r. I nie ma się co dziwić. Statystyczny amerykański fundusz inwestujący w akcje stracił w tym roku 23%, w ubiegłym 10,9%, a rok wcześniej 1,9% - zgodnie z Mornigstar Inc. Emerytalni ciułacze, a z takich składa się znakomita większość indywidualnych inwestorów, klientów funduszy powierniczych, mają prawo dojść do wniosku, że ich pieniądze będą pewniejsze na długoterminowych lokatach bankowych.
Niedzielne apele chyba nie na wiele się zdały, skoro tego samego dnia wieczorem doszło do ogłoszenia największego bankructwa w historii korporacyjnej Ameryki.
W ubiegłym tygodniu Dow Jones spadł o 7,6% i jako ostatni z najważniejszych wskaźników przebił dno wyznaczone po 11 września ubiegłego roku. Na piątkowym zamknięciu indeks przypomniał sobie poziom 8019 punktów, odnotowany po raz ostatni podczas zamknięcia sesji z 14 października 1998 r. S&P 500 stracił 8% w ubiegłym tygodniu i 26% w tym roku. W porównaniu do DJIA Nasdaq Composite stracił w ubiegłym tygodniu stosunkowo niedużo, bo "tylko" 3,9% - ale od szczytu hossy osiągniętego w marcu 2000 r. spadł już o 74%.