Za oceanem mimo sporej aktywności kupujących, jaka ujawniła się w dniach 24-29 lipca, dwutygodniowe stopy zwrotu na najważniejszych rynkach akcji są mizerne. Nasdaq Composite w tym czasie znacząco stracił, natomiast S&P 500 i średnia przemysłowa (DJIA) niewiele zyskały.

Ku pocieszeniu posiadaczy akcji DJIA i najszerszy indeks rynku technologicznego utrzymały kluczowe wsparcia, które znajdują się na poziomie 7500 pkt. (średnia przemysłowa) i 1200 pkt. (Nasdaq Composite). Niestety, mimo to do obserwowanej aktywności byków należy podejść ostrożnie. Z drugiej strony dywergencje na niektórych oscylatorach, pesymistyczne nastroje ujawniane przez inwestorów (Market Vane, AAII Index, Investor Intelligence, Consensus Index) sugerują, że jesteśmy świadkami kształtowania krótkoterminowego dna.

Z punktu widzenia fundamentów i makro, niestety, w ostatnim czasie na rynek nie dotarły krzepiące informacje. Korporacje amerykańskie prezentują obecnie swoje rezultaty finansowe osiągnięte w II kwartale br. Do tej pory raporty przekazało 3/4 spółek z S&P 500 (377 firm). Wyniki są słabe. Zdaniem analityków First Call, wzrost zysków w II kwartale 2002 roku w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego wyniósł 0,9%. To bardzo niewiele i stawia pod znakiem zapytania wypowiedzi ekspertów o zbliżającym się silnym ożywieniu w gospodarce. Wątpliwości te są tym bardziej uzasadnione, jeżeli weźmiemy pod uwagę deklaracje spółek dotyczące obecnego kwartału. Obok danych za II kwartał spółki mają również w zwyczaju informować inwestorów, czego mogą się oni spodziewać w najbliższym kwartale. Wstępne prognozy zysków (pre-announcements) niepokoją. Analizując je przez pryzmat relacji opinii negatywnych do opinii pozytywnych widać, że spółki postrzegają najbliższą przyszłość w czarnych barwach. Stosunek prognoz negatywnych do pozytywnych wyniósł 2,1 (dwukrotna przewaga pesymistycznych prognoz). To najgorszy rezultat korporacji giełdowych największej gospodarki na świecie od III kwartału 2001 roku (tabela nr 1). Problem w tym, że w III kwartale ubiegłego roku gospodarka amerykańska kształtowała cykliczne dno wzrostu PKB. Aktualnie, zdaniem analityków, rozpędza się ku silnemu ożywieniu. Pogląd ten wypada zweryfikować, biorąc pod uwagę dane o zmianach realnego PKB. Korekta wzrostu tego wskaźnika w I kwartale 2002 roku oraz niższy o połowę od oczekiwanego wzrost w ostatnim kwartale nakazują ostrożnie oceniać koniunkturę gospodarczą za oceanem. Cóż z tego, że dane z okresu styczeń-marzec były imponujące, kiedy następnie zanotowano 1,1-proc. wzrost PKB. Zamiast kontynuować dynamiczny wzrost gospodarka amerykańska zdaje się powracać do rozczarowującego trendu z okresu III kwartał 2000-III kwartał 2001 (tabela nr 2). W takim otoczeniu rzeczywiście będzie niezmiernie trudno o zyski i mimo gruntownej przeceny najważniejszych indeksów prawdopodobnie okaże się, że wyceny rynkowe wciąż są dalekie od umiarkowanych. Słaby PKB w ostatnim kwartale i pesymizm w prognozach korporacji na III kwartał będą musieli uwzględnić w swoich rekomendacjach analitycy. To z kolei oznacza wysyp rekomendacji typu "trzymaj" lub "sprzedaj", na co z pewnością zareagują odpowiednio inwestorzy. Mimo osłabienia autorytetu analityków za oceanem inwestorzy wciąż liczą się z ich opiniami. Może nie tak bezkrytycznie jak jeszcze 2 lata temu, ale jednak.

W silnym rynku niedźwiedzia korekty wzrostowe są naturalne. Prawdopodobnie jesteśmy świadkami jednej z nich. Obawiam się, że z powodu napływu wspomnianych pesymistycznych informacji rynek będzie dość powściągliwy w windowaniu kursów. A krótkoterminowa korekta nie okaże się tak zdecydowana, jak można było jeszcze oczekiwać 3 tygodnie temu. Nie liczę na wzrosty w średnim terminie. Ryzyko double dip będzie uwzględniane w decyzjach kapitałodawców.Japonia i Euroland

Pozostałe główne rynki akcji na świecie dostroiły się do koniunktury panującej w Stanach Zjednoczonych. Wsparcia na poziomie 2350-2450 (DJ Stoxx 50) i 9450 pkt. (Nikkei 225) zostały utrzymane. Daje to chwilę wytchnienia posiadaczom akcji. Rynki te poruszały się w zgodnym rytmie z USA. Amerykańskie ryzyka będą się zatem przekładać na te giełdy. Koniunkturze na światowych rynkach akcji nie sprzyjają również kłopoty w Ameryce Południowej. O ile kryzys w Urugwaju ma znaczenie lokalne i nie targnie resztą systemu gospodarczego świata, o tyle problem Brazylii z wypłacalnością ma o wiele poważniejsze konsekwencje. Odczują je zwłaszcza banki amerykańskie i w mniejszym stopniu europejskie.