Pogorszenie nastrojów amerykańskich przedsiębiorców przemysłowych stało się wygodnym pretekstem do wyprzedaży akcji spółek na Wall Street. W rezultacie indeksy wybiły się dołem z konsolidacji tworzącej się po okresie kilkunastoprocentowych zwyżek. Światowe rynki akcji wróciły tym samym do głównego trendu spadkowego. Warto zauważyć, że roczne tempo wzrostu podaży pieniądza M2 w Stanach Zjednoczonych spadło z 10,5% w listopadzie ubiegłego roku do 7,7% w czerwcu tego roku. Tego typu tendencja z reguły sprzyja bessie na rynku akcji.

WIG20 na tym tle zachował się stosunkowo mocno, co można wytłumaczyć informacją o napływie sporej porcji składek do funduszy emerytalnych. W dłuższym okresie wydaje się jednak, że nasze OFE nie zdołają powstrzymać spadków. Pamiętać przy tym należy, że sierpień bywa z reguły na GPW niezbyt udany z uwagi na niskie obroty i wysoką podatność na zagraniczne zawirowania finansowe. Tym razem wprawdzie gospodarcze problemy Urugwaju nie stały się samoistną przyczyną wyprzedaży walorów na emerging markets, ale należy pamiętać, że temu segmentowi globalnego rynku finansowego nie sprzyja obecna faza cyklu koniunkturalnego.

Kiedy na jesieni ubiegłego roku dyskontowano oczekiwane ożywienie gospodarcze, kupowano przede wszystkim papiery z giełd południowoamerykańskich, azjatyckich i z obszaru Europy Środkowowschodniej. Było to symbolem wzrostu skłonności do akceptacji ryzyka. Optymistyczne nastroje zarządzających funduszami sprzyjały tego typu decyzjom. Teraz sytuacja jest odwrotna. Nie wydaje się, aby w warunkach rozczarowania globalnymi danymi makroekonomicznymi fundusze były zainteresowane podejmowaniem tak znaczącego ryzyka. Z tego tez powodu trudno oczekiwać rychłego napływu kapitału na GPW i dlatego też jeszcze w sierpniu całkiem prawdopodobne wydaje się być testowanie poziomu rocznego minimum w przypadku WIG20.