- Rozważyć umożliwienie dobrowolnej dopłaty na rachunki w funduszach emerytalnych - i przy okazji zrezygnować z absurdalnego pomysłu powoływania zakładów emerytalnych, które - za prowizję - mają nam łaskawie wypłacać ochłapy z naszych składek (za takie usługi - serdecznie i z góry dziękujemy!);
- Faktycznie uruchomić trzeci filar systemu emerytalnego - przez całkowite zwolnienie wpłat i wypłat w wieloletnich, dobrowolnych programach emerytalnych z podatków i obciążeń ubezpieczeniowych;
- Reaktywować koncepcję kas mieszkaniowych - by promować długoletnie oszczędzanie na cele inwestycyjne, zamiast obiecywania ludziom gruszek na wierzbie w postaci kuriozalnych projektów typu "8-procentowy kredyt";
- Dążyć do równoważenia budżetu i spłaty zadłużenia, drastycznie ograniczyć emisję obligacji i bonów skarbowych - w obecnych warunkach to właśnie od skali emisji sekurytyzowanego (czyli zamienianego na papier wartościowy) długu skarbowego w znacznej mierze zależy poziom rynkowych stóp procentowych. Pazerność budżetu sprawia, że resort finansów zalewa rynek swoimi papierami, praktycznie odcinając prywatne firmy od tego źródła finansowania; na dodatek banki i potencjalni inwestorzy, skuszeni atrakcyjną ofertą papierów skarbowych, nie mają żadnego interesu w szukaniu alternatywy na rynku z definicji bardziej ryzykownych emisji prywatnych. Państwo zabija w ten sposób giełdę i dusi prywatną gospodarkę.
Znowu wskazuję pewnie banały, które jakoś dziwnym trafem nie znajdują jednak uznania decydentów. Ale czy można się dziwić? Kumpel śmieje się, że w Polsce trzeba przede wszystkim wprowadzić egzaminy dla wyborców. Tak, by dać czynne prawo wyborcze tylko tym, którzy dysponują rzadkim darem, jakim jest mózg z piątą klepką. Ostrzejsze zasady selekcji powinny dotyczyć jednak tych, którzy chcą się w bawić w polityków. Tylko czy wtedy będzie w ogóle kogo wybierać?