Reklama

Tęsknota za Enronem

Publikacja: 08.08.2002 10:08

Amerykanie to jednak mają szczęście. I to nie tylko dlatego, że mają dolara, którym można płacić prawie wszędzie, niegłupich rządzących, Microsoft i Kalifornię. Mieli bowiem także Enrona.

Podejrzewam, że większość osób, które obserwują pikujące amerykańskie indeksy giełdowe i spadek dolara, wywołany aferami Enrona i innych miłośników nalewania z pustego w próżne, uznają, że to wątpliwe szczęście. Jednak sądzę, że fala przecen, wzrost ostrożności inwestorów i - jak sądzę - parę wyroków sądowych w końcu temu rynkowi wyjdą na dobre. Choćby dlatego, że słaby dolar może nieco zmniejszyć amerykański deficyt na rachunku obrotów bieżących. Oczywiście, swąd po księgowych aferach pozostanie, ale ten nieprzyjemny zapach będzie przypominał akcjonariuszom, żeby dokładnej czytali to, co prezentują im firmy, a zarządom, że nawet najsprytniejszy księgowy nie zrobi tego, co jest ich zadaniem - nie sprawi, że spółka przez 5-10 lat będzie zarabiała i przynosiła zyski.

U nas - przynajmniej na razie - Enronu nie ma. I pewnie nasi rodzimi nadzorcy uważają to za sukces, bo stawia ich to w lepszym świetle niż słynną amerykańską SEC. Jednak prawda jest po prostu taka, że u nas Enron nie jest potrzebny. Bo przecież na naszym rynku znacznie skuteczniejsze są mniej wyrafinowane metody.

Ludzie znacznie bliżej związani z rynkiem giełdowym podczas prawie każdej rozmowy wymieniają spółki, których by nie kupili. I nie chodzi tylko o jakieś mało znaczące firemki, ale zastrzeżenia dotyczą nawet tuzów naszego parkietu. Wiele komunikatów firm czyta się nie pod kątem zysków, jakie informacje w nich zawarte mogą przysporzyć akcjonariuszom, ale tego, ile dzięki takim propozycjom wypłynie pieniędzy z firmy i jak bardzo na tym zyskają zarządy czy główni udziałowcy. Zwykli ludzie omijają giełdę z daleko nie tylko dlatego, że nie mają pieniędzy i doświadczenie, ale właśnie dlatego, że to ostatnie już nabyli. Przecież swego czasu rachunki inwestycyjne i akcje firm miała wielka rzesza Polaków.

Nie będzie u nas Enronu także dlatego, że nie mamy parlamentu i rządu podobnych do amerykańskich. Czy ktoś sobie wyobraża komisję śledczą Sejmu, która zajmuje się sprawą WIRR-ówki? Albo - co mi tam - PZU? Czy ktoś ma tyle fantazji, aby wyobrazić sobie, że minister Wiesław Kaczmarek krzyczy, że oszustów należy wieszać, tak jak zrobił to Paul O`Neil, amerykański sekretarz skarbu? Oj, przy dużym wysiłku umysłowym można sobie coś takiego wyobrazić, ale oczekiwanie, że w naszym kraju coś z krzyków i komisji śledczych wyniknie, jest już kompletną fantasmagorią.

Reklama
Reklama

Nie będzie u nas Enronu także dlatego, że policja - choć ostatnio może się to nieco zmieniło - nie ma zwyczaju łapać autorów różnego rodzaju oszustw na rynku kapitałowym. A jeśli już policja odniesie sukces, to wtedy okazuje się, że prokuratura nie radzi sobie z takimi sprawami. Gdy zaś już stanie się cud prawdziwy i sprawa trafi do sądu, to wtedy można mieć prawie całkowitą pewność, że tam przepadnie. Bo sądy robią wrażenie, że nie ma sensu zajmować się czymś, co i tak za parę lat się przedawni, zwłaszcza gdy o istocie rzeczy nie ma się kompletnie pojęcia. Swoją drogą to ciekawe, że przez 12 lat transformacji nie znalazł się żaden z tak przecież licznego grona uczonych reformatorów społecznych, który zmieniłby sytuację w polskich sądach, nie mówiąc już o osławionej adwokaturze.

Tak naprawdę więc Amerykanie mają szczęście, że trafił się im Enron. My zaś - jak zwykle - mamy pecha.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama