Amerykanie to jednak mają szczęście. I to nie tylko dlatego, że mają dolara, którym można płacić prawie wszędzie, niegłupich rządzących, Microsoft i Kalifornię. Mieli bowiem także Enrona.
Podejrzewam, że większość osób, które obserwują pikujące amerykańskie indeksy giełdowe i spadek dolara, wywołany aferami Enrona i innych miłośników nalewania z pustego w próżne, uznają, że to wątpliwe szczęście. Jednak sądzę, że fala przecen, wzrost ostrożności inwestorów i - jak sądzę - parę wyroków sądowych w końcu temu rynkowi wyjdą na dobre. Choćby dlatego, że słaby dolar może nieco zmniejszyć amerykański deficyt na rachunku obrotów bieżących. Oczywiście, swąd po księgowych aferach pozostanie, ale ten nieprzyjemny zapach będzie przypominał akcjonariuszom, żeby dokładnej czytali to, co prezentują im firmy, a zarządom, że nawet najsprytniejszy księgowy nie zrobi tego, co jest ich zadaniem - nie sprawi, że spółka przez 5-10 lat będzie zarabiała i przynosiła zyski.
U nas - przynajmniej na razie - Enronu nie ma. I pewnie nasi rodzimi nadzorcy uważają to za sukces, bo stawia ich to w lepszym świetle niż słynną amerykańską SEC. Jednak prawda jest po prostu taka, że u nas Enron nie jest potrzebny. Bo przecież na naszym rynku znacznie skuteczniejsze są mniej wyrafinowane metody.
Ludzie znacznie bliżej związani z rynkiem giełdowym podczas prawie każdej rozmowy wymieniają spółki, których by nie kupili. I nie chodzi tylko o jakieś mało znaczące firemki, ale zastrzeżenia dotyczą nawet tuzów naszego parkietu. Wiele komunikatów firm czyta się nie pod kątem zysków, jakie informacje w nich zawarte mogą przysporzyć akcjonariuszom, ale tego, ile dzięki takim propozycjom wypłynie pieniędzy z firmy i jak bardzo na tym zyskają zarządy czy główni udziałowcy. Zwykli ludzie omijają giełdę z daleko nie tylko dlatego, że nie mają pieniędzy i doświadczenie, ale właśnie dlatego, że to ostatnie już nabyli. Przecież swego czasu rachunki inwestycyjne i akcje firm miała wielka rzesza Polaków.
Nie będzie u nas Enronu także dlatego, że nie mamy parlamentu i rządu podobnych do amerykańskich. Czy ktoś sobie wyobraża komisję śledczą Sejmu, która zajmuje się sprawą WIRR-ówki? Albo - co mi tam - PZU? Czy ktoś ma tyle fantazji, aby wyobrazić sobie, że minister Wiesław Kaczmarek krzyczy, że oszustów należy wieszać, tak jak zrobił to Paul O`Neil, amerykański sekretarz skarbu? Oj, przy dużym wysiłku umysłowym można sobie coś takiego wyobrazić, ale oczekiwanie, że w naszym kraju coś z krzyków i komisji śledczych wyniknie, jest już kompletną fantasmagorią.