Reklama

Pokonaliśmy bessę

Z Sebastianem Buczkiem, wiceprezesem zarządu ING Investment Management, rozmawia Adam Mielczarek

Publikacja: 09.08.2002 09:00

Zarządzana przez Pana grupa portfeli agresywnych osiągnęła 11% zysku przez dwa pierwsze kwartały tego roku. To najwyższy wynik spośród firm typu asset management. W jaki sposób zarabia się tyle przy tak słabym rynku akcji?

Ten zysk to efekt ciężkiej pracy całego zespołu, polegającej na wyszukiwaniu firm, które mają coś ciekawego do zaproponowania. Głównym filarem naszej strategii jest wybieranie dobrych fundamentalnie spółek. Raczej nie zastanawiamy się, kto teraz będzie "modny" wśród inwestorów, a kto nie.

Nie wierzę jednak, że nie było w tym choćby odrobiny szczęścia. Czy wykorzystywał Pan timing, czyli zmianę stopnia zaangażowania w akcje w zależności od oceny koniunktury giełdowej z wykorzystaniem m.in. sygnałów analizy technicznej?

Odrobina szczęścia zawsze pomaga... W Grupie ING filozofia inwestowania nie opiera się na timingu, a raczej na rebalancingu, czyli dostosowaniu portfela po spadku lub wzroście cen akcji. Staramy się zarabiać głównie na doborze spółek. Porównujemy ich obecne wyceny i oczekiwany potencjał wzrostu. A z timingiem jest tak, że raz się trafia, a raz nie.

Na co Pan zatem stawiał w minionym półroczu?

Reklama
Reklama

Spore zyski przyniósł nam BIG-BG. Ponadto dużo zarobiliśmy na LPP. Ta spółka pokazuje wręcz fantastyczne wyniki przy bardzo trudnym rynku. Do tego mieliśmy w portfelu sporo spółek farmaceutycznych (Farmacol, Orfe) oraz Unimil. Zwracam jednak uwagę, że papiery żadnej z tych firm nie miały większego udziału w portfelu niż 5%. Staramy się dywersyfikować ryzyko.

To generalnie nie są giełdowe blue chipy. Dlaczego akurat te spółki?

Bo są dobre fundamentalnie i tanie. Z reguły, gdy inwestujemy w małe i średnie przedsiębiorstwa, staramy się poznać je od środka. Jeździmy do nich, poznajemy zarządy. W efekcie np. dobór spółek w ramach branży dystrybutorów farmaceutyków nie był przypadkowy. Postawiliśmy właśnie na tę dwójkę, a nie na inne spółki. Proszę również zwrócić uwagę, że wszystkie te firmy pokazują bardzo dobre wyniki.

Nieco inaczej jest w przypadku bardzo dużych spółek. Tu często korzystamy z analiz zewnętrznych.

A na czym pan stracił?

Muszę zaznaczyć, że strategia tego portfela jest silnie skorelowana z indeksem WIG. Tymczasem największe giełdowe spółki, takie jak Pekao SA, TP SA czy PKN Orlen zaczęły od czerwca tracić na wartości. Gdyby nie to, wyniki byłyby znacznie wyższe. Jeszcze po pięciu miesiącach bieżącego roku mieliśmy ponad 20% zysku.

Reklama
Reklama

Czy fakt, że jako zarządzający aktywami musi Pan rywalizować z funduszami emerytalnymi, ułatwia czy utrudnia zarządzanie?

Z jednej strony, fundusze stabilizują rynek. Z drugiej, sprawiają, że stał się on bardziej nieprzewidywalny. Od kiedy na giełdzie pojawiły się OFE, obserwuję, że zrywy i gwałtowne spadki na różnych papierach są coraz częstsze.

Ponadto OFE przetrzebiły rynek z wielu ciekawych firm. Albo przyczyniły się do radykalnego spadku płynności, albo wywindowały kursy do niespotykanych poziomów.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama