Budżet już w tym roku ma problemy z wpływami z podatku dochodowego od osób fizycznych. Według danych z końca lipca, zrealizowano 42,2% rocznego planu. Rok temu było to 43,2%. Ministerstwo Finansów ocenia, że dochody z tego tytułu będą się zwiększać w kolejnych miesiącach, bo zacznie działać efekt zamrożenia progów podatkowych.
Niektórzy ekonomiści mają jednak duże wątpliwości co do wykonania planu na ten rok. Według Wojciecha Misiąga z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, podatek dochodowy od osób fizycznych będzie jednym z największych czynników ryzyka dla budżetu w drugim półroczu. Podobnie uważa Richard Mbewe, ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej.
- Założenia wpływów z tego podatku na 2002 r. są nietrafione - mówi R. Mbewe. Jego zdaniem, o tym, że społeczeństwo ubożeje i dlatego płaci mniej fiskusowi, świadczy zmieniająca się struktura podatników. Coraz więcej osób rozlicza się według najniższej, 19-proc. stawki.
Jeśli ta tendencja utrzyma się, to trzeba będzie rewidować plany dochodów z PIT na przyszły rok. I tak są one bardzo ostrożne. Do kasy państwa powinno wpłynąć z naszych kieszeni ok. 26,71 mld zł. To zaledwie o 177 mln zł więcej niż w tym roku.
Zdaniem prof. Adama Nogi, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, może okazać się, że w 2003 r. do budżetu wpłynie nawet nominalnie mniej. - Założenie, że dochody wzrosną o niecałe 180 mln zł. tak naprawdę oznacza, że mogą nie wzrosnąć w ogóle. To raczej zabieg kosmetyczny, propagandowy. Tak niewielki wzrost mieści się w granicach błędu statystycznego. Rząd uznał zapewne, że nie uda się zbyt wiele wycisnąć z tego podatku - uważa prof. Noga.