Obywatele tego kraju wycofali z USA od 100 do 200 mld USD w obawie przed zamrożeniem ich kapitałów przez amerykańskie władze - pisze "Financial Times". Trend ten przybiera na sile po złożeniu w sądzie w ubiegłym tygodniu pozwu członków rodzin ofiar zamachów terrorystycznych z 11 września, w którym domagają się biliona dolarów odszkodowania od popierających terroryzm Arabów i arabskich instytucji, a w tym - od saudyjskiego księcia Mohammeda al-Faisala, szefa saudyjskiego wywiadu Turki al-Faisala, saudyjskiego ministra obrony Sultana bin Abdula Aziza al Sauda oraz kontrolowanych przez Saudyjczyków National Commercial Bank oraz Faisal Islamic Bank.
Równocześnie, w ramach realizacji aprobowanych przez Rijad (stolica Arabii Saudyjskiej) planów walki z terroryzmem władze USA rozpoczęły monitorowanie rachunków saudyjskich obywateli i założonych przez nich firm w USA. Biznesmeni uważają, że ta kontrola szkodzi ich interesom.
Według szacunkowych danych, Saudyjczycy zainwestowali w USA od 400 do 600 mld USD, przeważnie w papiery wartościowe i nieruchomości. "Financial Times" stwierdza, że wycofywane z Ameryki pieniądze wędrują do Europy. Przepływ saudyjskiego kapitału odbije się na kursie dolara i euro.
- Nasi obywatele nie dowierzają amerykańskiej gospodarce ani polityce zagranicznej tego kraju. A jeżeli sąd nie odrzuci pozwu ofiar zamachów terrorystycznych oznacza to, że Saudyjczycy zabiorą swoje pieniądze ulokowane w USA - tak dla "FT" skomentował sytuację Bishr Baskeet, finansista z Rijadu.
Tymczasem najbogatszy arabski inwestor Alwaleed bin Talal, bratanek saudyjskiego króla Fahda, nie zamierza porzucać Ameryki. W lipcu zainwestował kolejne 500 mln USD w akcje Citigroup, zwiększając swój udział w amerykańskim konglomeracie bankowym do 10 mld USD.