Ja tak obserwuję i widzę, i bardzo cieszy mnie to... Pamiętacie? Była reklama, która zaczynała się od takiego zdania. Szło w niej o piwo, ale ja nie o piwie chciałem, tylko o Kim Dzong Ilu. Gdzie Rzym, gdzie Krym? - zapytacie. A właśnie. Od paru dni obserwuję i widzę, i bardzo cieszy mnie to, że na świecie jest choć jeden przywódca, który podróżuje pociągiem. Fakt, nie jest to pociąg zwykły. "Dalekowschodni express" to ekskluzywna, opancerzona rezydencja na szynach. Tygodniami można jej nie opuszczać. A z samolotem? Wiadomo: start, lot, siadanie i wysiadka. Żadna przyjemność - szczególnie, jak się ma takie maszyny, jak nasz 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego. Nerwowo (lądowanie to zawsze zagadka) i drogo.
Znana podróżniczka, była marszałek Senatu Alicja Grześkowiak musiała awaryjnie lądować na pustyni, bo "zemsta ZSRR", jak 40, zepsuł się i nie chciał wrócić z Kataru. To wydarzenie generalnie wpisywało się w niskie loty poprzedniej władzy i niewiele osób się nim przejęło.
Cóż jednak, gdy (jeszcze wtedy) nowy premier Leszek Miller został uziemiony przez samolot w Norymberdze. To już wywołało szeroką dyskusję, która doprowadziła do wniosku: Rząd pilnie potrzebuje nowych skrzydeł. Wysłużone jaki i tupolewy nie gwarantują ani punktualności, ani bezpieczeństwa. Okazało się nawet, że były premier Oleksy już 7 lat temu wydał polecenie zakupu nowych samolotów rządowych. Nie kupiono ich, bo ,,wszyscy się boją opinii publicznej``. - A tymczasem niezależnie od opinii publicznej, samolot rządowy musi być sprawny i musi być bezpieczny - powiedział Józef Oleksy po awarii jaka na lotnisku w Norymberdze. (No tak, w przeciwieństwie do upadku z 10 tysięcy metrów, atak opinii publicznej można przeżyć).
Ni mniej, ni więcej stanęło na tym, że pod koniec tego roku dowiemy się, kto w przyszłym roku dostarczy naszej władzy nowe skrzydła. My - podatnicy - będziemy musieli przełknąć 200-240 mln USD wydanych na zakup sześciu podniebnych "mercedesów". O, przepraszam. Nie ma w kraju innych wydatków? - zapytam. Są, ale przecież prezydent, premier, marszałkowie i ministrowie muszą jeździć po świecie i utrzymywać przyjazne kontakty, co najmniej dwustronne. Zgoda, tylko właśnie niech jeżdżą po świecie i po kraju też, a nie latają. Tak jak Kim. Zamiast zamawiać u obcych samoloty, trzeba u krajowych producentów zamówić pociągi. Już widzę załogi Cegielskiego, RAWAGU, Wagonu, Pafawagu czy Gniewczyna wiwatujące na ulicach na cześć władzy, która dała im zamówienia i pracę. Sukces w następnych wyborach murowany. Zachęcam, bez mrugnięcia okiem, którym kończyła się reklama, od której zacząłem.