Opublikowany w sierpniu tego roku raport banku inwestycyjnego Merrill Lynch, przedstawiający jak zwykle zmiany nastrojów w grupie menedżerów funduszy inwestycyjnych, pokazuje wyraźnie, że mają oni coraz bardziej negatywne nastawienie co do perspektyw globalnego wzrostu gospodarczego, cen surowców oraz zysków spółek. Co ciekawe, z zamieszczonych tam wykresów wynika, że najbardziej optymistyczne opinie w badanej grupie miały miejsce tuż przed rozpoczętą kolejną falą spadkową wiosną tego roku. Z drugiej strony, ich nastroje nie są na pewno aż tak złe, aby można było mówić o czarnym pesymizmie. W końcu aż 64% z nich uważa, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy tempo światowego wzrostu ulegnie przyspieszeniu. Jest więc spore pole do makroekonomicznych rozczarowań, które mogą być pożywką dla całkiem realnej nowej fali wyprzedaży akcji.

Z technicznego punktu widzenia kluczowe znaczenie miało przebicie krótkoterminowych trendów wzrostowych w przypadku indeksów S&P 500 oraz unieważnienie formacji podwójnego dna na wykresie Dow Jones Euro Stoxx 50. Biorąc pod uwagę układ średnich ruchomych, a zwłaszcza słuszną zasadę Victora Sperandeo, który nigdy nie zajmuje długiej pozycji, w sytuacji gdy kursy znajdują się poniżej średniej ruchomej z 200 sesji, spodziewam się stosunkowo bezproblemowego przebicia rocznych minimów w przypadku najważniejszych indeksów zachodnich. To powinno stać się impulsem do kontynuacji bessy na WGPW.

Najbardziej narażone na spadki są walory spółek technologicznych, z racji ich psychologicznego powiązania z Nasdag. Pomimo bowiem drastycznej przeceny akcji amerykańskich firm z sektora IT są one nadal bardzo drogo wycenione na tle średnich historycznych. To samo dotyczy zresztą papierów tworzących S&P 500. Biorąc to pod uwagę myślę, że znajdujemy się u progu nowego impulsu spadkowego, który powinien sprowadzić WIG20 w okolice 1000 punktów.