Na giełdzie petrochemicznej w Londynie doszło we wtorek do wyraźnego spadku cen ropy naftowej. Baryłka tego surowca kosztowała w końcu sesji 27,2 USD, wobec ponad 27,5 USD w poniedziałek. Na spadek notowań największy wpływ miały wczoraj wypowiedzi wicepremiera Iraku - Tariqa Aziza, który zapowiedział, że jego kraj szykuje się do ponownego przyjęcia inspektorów ONZ mających zbadać stan uzbrojenia irackich wojsk. W takich okolicznościach oddaliły się spekulacje, iż USA niebawem mogą uderzyć na Irak, co było w ostatnich dniach czynnikiem pobudzającym popyt na ropę. Uwaga inwestorów skupi się teraz na reakcji Białego Domu na wypowiedzi irackiego polityka.

We wtorek wyraźnie spadły też notowania miedzi. W kontraktach trzymiesięcznych na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) cena tego surowca obniżyła się poniżej ważnej granicy 1500 USD za tonę. W końcu sesji wynosiła ona niecałe 1490 USD i była prawie o 2% niższa niż dzień wcześniej. Londyński brokerzy tłumaczyli wyprzedaż miedzi ogólnie złą koniunkturą na rynkach. Wczoraj kolejne niepokoje wzbudził m.in. spadek indeksu giełdy tokijskiej do najniższego poziomu od 19 lat.

Tymczasem, jak to zwykle bywa w momencie silnych spadków na giełdach, powodzeniem inwestorów cieszyło się we wtorek złoto. Uncja tego kruszcu zdrożała wczoraj w Europie o 0,5%, do 313,7 USD, najwyższego poziomu od dwóch i pół tygodnia. Istotnym czynnikiem było w tym przypadku również osłabnięcie dolara względem euro.

W końcu sesji notowania amerykańskiej waluty wobec europejskiej były najniższe od miesiąca. Zdaniem analityków, jest jednak mało prawdopodobne, by notowania złota powróciły w tym roku do poziomu 330 USD za uncję, na którym był w czerwcu br. Ich zdaniem, silnym oporem jest tu cena 315 USD.