Wprawdzie z samego rana byki zdołały jeszcze wyjść nad wtorkowe zamknięcie, ale z punktu widzenia analizy technicznej, był to tylko ruch powrotny do przebitej linii trendu wzrostowego. Po odbiciu od tego poziomu inwestorzy dość szybko zrozumieli nieuchronność testu lipcowych minimów. Kontraktom do dołka (intraday) zabrakło 12 pkt., ale w przypadku testowania takich wsparć, większą uwagę przywiązuje się z reguły do mniej "emocjonalnych" wartości indeksu. W tym przypadku do nowych minimów brakowało już tylko 3 pkt. Dopiero na tych poziomach pokazał się nieco większy popyt, z czego większość to z pewnością spekulacyjne kupno "łapaczy dołków", liczących nie na trwałe wzrosty, ale na odreagowanie wyprzedanego rynku.
W krótkim terminie taka spekulacyjna gra na obronę wsparć może być na kolejnych sesjach kontynuowana, ale mocny spadek na znacznym obrocie zwiększa jedynie mój średnioterminowy pesymizm, którego docelową wartością nie są niestety jeszcze obecne poziomy notowań.
Na koniec warto jeszcze przypomnieć wydarzenia z zeszłego tygodnia, gdy rodzimi inwestorzy pomimo wyraźnych sygnałów odwracania trendu na światowych giełdach, doprowadzili nasz rynek do euforii, a kontrakty do 1179 pkt. Dopiero teraz wyraźnie widać brak podstaw tych wzrostów. Zarządzający powinni w końcu zrozumieć, że takie sztuczne podtrzymywanie rynku przekłada się nie tylko na chwilowy wzrost wartości jednostek, ale też na późniejszą dynamikę i dramaturgię spadków.