Opublikowane w ubiegłym tygodniu raporty makroekonomiczne opisały opłakany stan, w jakim wciąż znajduje się amerykańska gospodarka. Ożywienie w przemyśle nadchodzi w żółwim tempie, a konsumenci są coraz bardziej zmęczeni stymulowaniem gospodarki z pomocą własnych, coraz bardziej zadłużonych portfeli. Dopiero piątkowy raport Departamentu Pracy odebrano jako powiew optymizmu - bezrobocie w sierpniu nieoczekiwanie spadło z 5,9 do 5,7%. Gospodarce udało się, czwarty miesiąc z rzędu, stworzyć nowe miejsca pracy - w sierpniu powstało ich 39 tysięcy. Giełda potrzebowała dobrych wiadomości tak bardzo, że przymknęła oko na fakt, iż większość nowych miejsc pracy powstała w rządowej administracji.
DJIA już drugi tydzień z rzędu oddawał część zysków wypracowanych w pierwszej połowie sierpnia. Dzięki piątkowym wzrostom zakończył ubiegły tydzień ze stratą "tylko" 2,73%. Natomiast S&P 500 stracił 2,4%, a Nasdaq Composite spadł o 1,49%.
Co kupowano w piątek? Inwestorzy instytucjonalni skierowali swe pieniądze w stronę akcji technologicznych. Największym powodzeniem cieszyły się walory producentów komputerów i oprogramowania.
Analitycy jak zwykle wyrażają sprzeczne opinie co do przyszłości giełdy. Dobrze jednak, że wykazują coraz mniej lęku w wystawianiu i dotyczy to rekomendacji "sprzedaj" - nawet najważniejszych spółek na rynku. W ubiegłym tygodniu analityk Prudential Securities doradził inwestorom, by pozbyli się akcji Citigroup. Powód - śledztwo SEC i Kongresu w należącym do Citi domu maklerskim Salomon Smith Barney. Zgodnie z Thomson Financial/First Call, rekomendacje sprzedaży to 4,7% wszystkich ocen wystawianych obecnie przez analityków. W ubiegłym roku było ich 1,5%.
"Uważamy, że wkrótce wskaźniki giełdowe będą testować dno osiągnięte 23 lipca" - pisze w skierowanym do inwestorów raporcie David Wyss, główny ekonomista Standard & Poor`s.