Z dużym spokojem przyjmuje GPW silne spadki na lepiej rozwiniętych rynkach. Od początku tygodnia WIG20 stracił niecały 1%. W tym samym czasie paryski CAC-40 spadł ponad 6%, niemiecki DAX obniżył się o 8%. Obydwa wskaźniki są na najniższych poziomach od wielu lat. Pozytywny wydawałoby się fakt siły warszawskiej giełdy przyjmowany jest u nas z lekkim niedowierzaniem. Głównym podejrzanym o utrzymywanie kursów na nieuzasadnionych fundamentalnie poziomach okazują się, jak bardzo często w takich wypadkach, OFE.
Chciałbym zwrócić uwagę, że podobną siłę jak WIG20 wykazuje budapeszteński BUX i praski PX-50. Na tamtejsze rynki macki naszych funduszy chyba jeszcze nie sięgają. Być może popyt na giełdach naszego regionu stanowią inwestorzy zagraniczni. Nie jest wykluczone, że spadki notowań na giełdach zachodnich wykorzystywane są na rynkach środkowoeuropejskich do akumulacji akcji w związku z bliskim przystąpieniem tych krajów do Wspólnoty Europejskiej. To by oznaczało, że WIG20 może w najbliższym czasie utrzymywać się w okolicach 1 tys. punktów lub nawet rosnąć.
Z drugiej strony, ani dokładny termin naszego przystąpienia, ani warunki, na jakich staniemy się członkami unii, ani wreszcie fakt, czy w referendum wyrazimy zgodę na przystąpienie, nie są jeszcze przesądzone. Wreszcie po ponad dwóch latach bessy na światowych rynkach można znaleźć bardziej atrakcyjne od polskich (pod względem podstawowych wskaźników fundamentalnych), akcje. Przypomnę, że dopiero kiedy po 20 września ze składu WIG20 zniknie Netia, zsumowane zyski firm wchodzących w skład tego indeksu, za ostatnie cztery kwartały, będą dodatnie.
Czy zatem jesteśmy w przededniu konwergencyjnej hossy, czy po krótkim okresie względnej siły nadrobimy zaległości w bessie?