Czwartkowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od głębokich spadków. Była to pochodna środowych "rewelacji" Electronic Data Systems. Firma poinformowała, że zyski w trzecim kwartale będą niższe aż o 84%. Przykład ten dobitnie pokazuje, że zyski w przypadku wielu spółek mogą znacznie odbiegać od i tak już zaniżonych prognoz. A to nie tworzy korzystnego klimatu inwestycyjnego. Zwłaszcza że w parze ze złymi informacjami ze spółek idą również złe dane makro. Jak pokazują opublikowane w czwartek raporty, dalej rośnie liczba bezrobotnych. Jest to o tyle niebezpieczne, że wskaźnik ten ma bezpośredni wpływ na nastroje wśród konsumentów będących motorem napędowym amerykańskiej gospodarki.
Na tym tle dość dziwnie wygląda zachowanie czołowych amerykańskich indeksów. Dalej trzymają się one na relatywnie wysokich poziomach, jakby nie pamiętając o kilkuletniej głowie z ramionami na indeksie S&P500, i spadkach wynikających z realizacji tejże formacji. To może sugerować, że inwestorzy myślami są już przy kolejnym kwartale. I nie sprzedają zbyt intensywnie akcji, żywiąc nadzieję, iż skoro jest tak źle, to już gorzej być nie może. Jeżeli to założenie jest słuszne, to w tym roku, indeksy nie powinny spaść poniżej lipcowych minimów. Z tych też poziomów należałoby oczekiwać podjęcia przez byki kolejnej próby wzrostu. Można sobie wyobrazić, że w trakcie sezonu ostrzeżeń o słabych wynikach finansowych S&P500 przetestuje poziom 797 pkt., a następnie rozpocznie zwyżkę, żeby jeszcze przed końcem roku podjąć próbę załamania dużej formacji RGR. Taki scenariusz jest o tyle realny, o ile w czwartym kwartale rzeczywiście pojawią się sygnały ożywienia w gospodarce. W przeciwnym bowiem razie skończy się na kilku, może kilkunastodniowym odbiciu.
Bardzo ciekawie prezentuje się indeks Nikkei 255. Jeszcze trzy tygodnie temu, kiedy wskaźnik spadł poniżej 9420 pkt., mogło się wydawać, że nic już nie jest w stanie zatrzymać niedźwiedzi. Tymczasem we wtorek indeks ten powrócił powyżej wsparcia. To stawia japoński rynek w niezwykle korzystnym świetle, każe bowiem oczekiwać kontynuacji rozpoczętych wzrostów.