W projekcie przyszłorocznego budżetu, który w piątek trafił pod obrady rządu, zapisano wydatki na poziomie 193,496 mld zł, natomiast dochody mają wynieść 154,762 mld zł, podała "Gazeta Wyborcza" w piątek. Identyczne liczby podaje też "Rzeczpospolita" powołująca się na dokument przygotowany w resorcie finansów. Deficyt, jak informował w czwartek minister finansów Grzegorz Kołodko, wyniesie 38,7 mld zł.
"Rząd ustanowił tzw. 'regułę Belki', rząd ją złamał. Nie ma to żadnego skutku prawnego, będzie tylko trudniej ograniczać posłów, którzy będą chcieli zwiększać wydatki budżetowe" - skomentował podniesienie wydatków Jacek Wiśniewski, ekonomista Banku Pekao SA.
Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG Banku Gdańskiego, powiedział natomiast, że jego stosunek do złamania przez Kołodkę tzw. zasady Belki (mówiącej o wzroście wydatków budżetu o CPI + 1 pkt proc.) jest ambiwalentny. Z jednej strony podważa to wiarygodność zapowiadanego na 2004-2005 rok zaostrzenia polityki fiskalnej, a z drugiej strony Kołodko nie przedstawił jeszcze szczegółów planu redukcji deficytu.
Już wcześniej rząd przyjął, że tempo wzrostu gospodarczego sięgnie w 2003 roku 3,5% wobec 3,1% proponowanej przez poprzedniego ministra finansów Marka Belkę, oraz, iż inflacja średnioroczna spadnie do 2,3% z 3,0% proponowanych wcześniej.
"Nie jest problem to, że budżetowa prognoza na poziomie 3,5% jest nierealna. My mamy prognozę 3,3%, ale prognoza rządowa powinna być ostrożna. Wydaje się natomiast, że inflacja w przyszłym roku może być znacznie wyższa od założonych 2,3%" - powiedziała Iwona Pugacewicz-Kowalska, ekonomista CA IB.