"Nie ma w budżecie próby rozwiązania fundamentalnych strukturalnych problemów, tzn. wysokiego udziału wydatków sztywnych, wydatków na system zabezpieczeń społecznych i opiekę socjalną. To wszystko rośnie w stosunku do ubiegłego roku, mimo że (...) są to pieniądze wydawane niesłychanie nieefektywnie i adresowane bardzo często nie do tych, którzy tej pomocy potrzebują" - powiedział Rosati w programie "Kropka nad i" w telewizji TVN24. "W ramach struktury budżetu nie widać tych przesunięć, od strony wydatków sztywnych, socjalnych na wydatki rozwojowe" - dodał. Minister finansów Grzegorz Kołodko zapowiedział w poniedziałek, że wydatki państwa w kolejnych budżetach będą dostosowane do możliwości, a nie podporządkowane politycznej regule ograniczającej ich wzrost, zwanej regułą Belki. Poprzedni minister finansów Marek Belka wprowadził regułę, według której wydatki kolejnego budżetu miały rosnąć o wskaźnik inflacji plus 1 pkt proc. Tymczasem w zaakceptowanym przez rząd w piątek projekcie budżetu na 2003 wydatki realnie rosną o 2,4 proc., czyli w wyższym stopniu, niż przewidywała to reguła Belki. Zdaniem Rosatiego, "dobrze by było mieć kotwicę, tak żeby ustabilizować oczekiwania rynków". "Jest pewna kotwica w tym budżecie; zapowiedź, że finanse publiczne mają rozwijać się w takim tempie, żeby zapewnić Polsce spełnienie tzw. kryterium budżetowego z Maastricht, czyli zejście z deficytem budżetowym poniżej 3 proc. (PKB) za dwa lata" - powiedział Rosati. W opinii członka RPP, wątpliwe jest też pozyskanie prognozowanych przez rząd 2 mld zł z tytułu opłat restrukturyzacyjnych i z abolicji podatkowej. "To jest bardzo wyśrubowana kwota. (...) To są pozycje, które budzą wątpliwości. Te dwie pozycje: restrukturyzacja i abolicja, łącznie 2 mld zł, są w dużym stopniu życzeniowe" - powiedział Roasti. Rząd spodziewa się, że wpływy z tytułu opłaty restrukturyzacyjnej wyniosą 1,3 mld zł, a z abolicji podatkowej 600 mln zł.(PAP)