Reklama

Inwestowanie za granicą jest w zasięgu ręki

Światowe rynki kapitałowe oferują szeroki zakres instrumentów, w które można lokować własne oszczędności. Aby skorzystać z tej oferty, należy wybrać brokera, który będzie pośredniczył w zawieraniu transakcji i otworzyć w jego biurze rachunek inwestycyjny. Trzeba pamiętać, że opłaty za te usługi mogą być naliczane według zupełnie innych reguł niż w Polsce.

Publikacja: 28.09.2002 10:28

Rozpoczęcie inwestowania na światowych giełdach jest możliwe bez ruszania się z własnego domu, jeśli tylko mamy dostęp do internetu. To najwygodniejsza i najtańsza forma kontaktu ze światem. Już na samym początku pomoże nam zorientować się w ofercie biur maklerskich i pozwoli wybrać najkorzystniejszą z nich.

Na stronach poświęconych rynkom akcji można znaleźć różnego rodzaju rankingi, które są wiarygodnym źródłem informacji o ofercie. Ostatnio np. na witrynie pennystockinsider.com opublikowano ranking 5 najlepszych brokerów dyskontowych, a na stronach firstcall.com zestawienie najchętniej czytanych analiz, opracowywanych przez biura maklerskie, czy też najbardziej wpływowych analityków. Na stronach home.wanadoo.nl odnajdujemy listę europejskich brokerów internetowych. Jednak ze względu na jakość i bogactwo oferty inwestorzy najbardziej interesują się ofertą amerykańskich pośredników, tym bardziej że na tamtejszych giełdach można handlować także największymi i najbardziej znanymi firmami europejskimi.

Full service czy discount

Warto pamiętać, że w Stanach Zjednoczonych istnieją dwa rodzaje brokerów: full service i discount. Różnią się oni filozofią działania, a co za tym idzie - pobieranymi opłatami. W pierwszym przypadku, obok typowego pośrednictwa w zawieraniu transakcji, oferowane są dodatkowe usługi, np. doradztwo inwestycyjne. Makler jest wynagradzany w zależności od wielkości prowizji, jaką zapłacą jego klienci. Można więc mówić tu o pewnym konflikcie interesów, gdyż jest on materialnie zainteresowany jak największą aktywnością inwestorów.

Discount brokers powstali w wyniku deregulacji rynku w 1975 r. i są trochę podobni do rodzimych biur internetowych, których głównym zadaniem jest wykonanie naszego zlecenia. Nie utrzymują sztabu analityków, pomagających wybrać najlepszą formę inwestycji.

Reklama
Reklama

Prowizje i opłaty

System prowizyjny w Stanach jest inny od tego, który znamy z naszego rynku. Często opłata jest pobierana od wolumenu, a nie wartości obrotu. W europejskich biurach system naliczania prowizji jest bardzo podobny do tego, jaki stosuje się w Polsce, czyli zależy od wartości transakcji (np. we Francji Barclays Stockbrokers pobiera 0,5% za transakcje do 30 000 euro, ale nie mniej niż 9 euro i 0,3% powyżej 30 000 euro). Natomiast w biurach internetowych stosowana jest jednolita stawka, np. 10 USD za transakcję. Ale sama prowizja to nie wszystko. Trzeba zwrócić uwagę, czy naliczane są opłaty za prowadzenie i zamknięcie rachunku (w niektórych biurach po zapłaceniu określonej wartości prowizji, np. 100 USD, odstępuje się od pobierania takiej opłaty), brak aktywności przez określony czas, czy spadek środków poniżej wymaganego minimum. Dodatkowo trzeba zapłacić za uzyskanie dostępu do bieżącej informacji o notowaniach.

"Papierkowa" robota

Jeśli już zdecydujemy, jaki broker najbardziej odpowiada naszym wymaganiom, trzeba zająć się wypełnianiem "papierków". Formularz otwarcia rachunku można znaleźć na stronach biur maklerskich. Wypełniony trzeba odesłać pocztą lub, jeśli jest taka możliwość, wypełnić w internecie. Do tego trzeba dostarczyć deklarację, że nie jesteśmy rezydentami USA (non resident aliens), co zwolni nas z płacenia podatku od zysków kapitałowych. Potem trzeba czekać na potwierdzenie otwarcia rachunku i przyznanie numeru konta. Dopiero wtedy możliwe jest zasilenie rachunku gotówką i rozpoczęcie inwestowania. To wszystko może nam zabrać nawet 4 tygodnie. To najprostsza procedura, gdyż w niektórych biurach (głównie full service) spotkamy się z koniecznością dołączenia zdjęcia, kserokopii strony ze zdjęciem z paszportu czy też zaświadczenia o posiadaniu karty kredytowej.Zlecenie zleceniu

nie zawsze równe

Przy analizie stawek opłat pobieranych za przeprowadzenie transakcji warto zwracać uwagę na to, czy każdy rodzaj zlecenia kosztuje tyle samo, gdyż można spotkać się z sytuacją, że zlecenia z limitem, czy zlecenia stop są droższe od PKC. Różne ceny płaci się też w zależności od tego, czy nabywamy akcje, czy jednostki funduszy inwestycyjnych (te drugie powinny być tańsze).

Reklama
Reklama

Porównanie opłat u polskich pośredników i bezpośrednio w USA nie jest łatwe, gdyż zróżnicowanie cen w USA jest znaczne. Łatwiej porównać koszty z pośrednikami europejskimi, gdzie naliczane są one podobnie, jak u nas. Można jednak powiedzieć, że dla małych i średnich inwestorów oferta amerykańskich brokerów może być korzystniejsza. Za kupno pakietu 100 akcji po cenie 20 USD u najdroższego brokera w USA zapłacimy 95 USD, ale można też znaleźć ofertę, realizującą nasze zlecenie za 5 USD. W BRE Brokers koszt takiej operacji to 100 USD, w CDM Pekao prawie 50 USD, gdyż takie są minimalne prowizje pobierane przez te biura. Przy kupnie 501 akcji po 20 USD w USA zapłacimy od 5 USD do nawet 252,91 USD, w BRE nadal będzie to kosztować 100 USD, a w Pekao 80,16 USD. Dla dużych, jak na nasze warunki, zleceń 1001 akcji po 20 USD prowizja w Stanach wyniesie od 5 do blisko 450 USD, u nas 140,14 USD w BRE i 160,16 USD w Pekao. W przypadku polskich biur występuje dodatkowa opłata za przechowanie papierów, ale nie jest ona zbyt znacząca (w BRE 0,05% kwartalnie).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama