Od początku środowych sesji w Nowym Jorku powróciły spadki cen akcji.
\Inwestorów zaniepokoiły kolejne ostrzeżenia dotyczące kondycji finansowej czołowych spółek. Dotyczyło to m.in. potężnego konglomeratu General Electric. Jego akcje zaczęły mocno tanieć na wieść o tym, że rekomendację obniżyli mu analitycy Morgan Stanley Dean Witter. Uznali, że spółka nie będzie w stanie podtrzymać obecnego tempa wzrostu. Eksperci tego samego banku negatywnie ocenili też sektor motoryzacyjny (dzień wcześniej uczynił to CS First Boston), co ujemnie odbiło się na notowaniach takich spółek, jak General Motors czy Ford Motor. Ogólnie nastroje pogorszyły też wypowiedzi wpływowej analityk Goldman Sachs - Abbey Cohen, która obniżyła 12-miesięczną prognozę docelową dla indeksu Dow Jones z 11 300 pkt., do 10 800 pkt. Inwestorzy zdążyli już zapomnieć o obecnym na rynku jeszcze dzień wcześniej optymizmie, gdy w łagodniejszym tonie o perspektywie wojny z Irakiem wypowiedział się prezydent George W. Bush. Do godz. 18.00 czasu warszawskiego Dow Jones spadł o 1,65%, a Nasdaq Composite wzrósł o 0,18%.
Spadki przeważały też wczoraj na czołowych giełdach zachodnioeuropejskich. Tendencja ta szczególnie była odczuwalna we Frankfurckie, gdzie indeks DAX do godz. 18.00 spadł o 1,07%. Wskaźnik został pociągnięty w dół m.in. przez banki Commerzbank i Deutsche Bank oraz producentów samochodów DaimlerChrysler i Volkswagen. Spadków nie zdołały odwrócić niespodziewanie dobre dane makroekonomiczne, mówiące o wzroście produkcji przemysłowej w sierpniu (1,8% w stosunku do lipca).
CAC-40 obniżył się wczoraj o 1,4%. Inwestorzy w Paryżu najchętniej pozbywali się walorów spółki naftowej - TotalFinaElf, której szkodzi spadek cen ropy na rynkach. Podobnie było w Londynie, gdzie taniały papiery BP i Shell. Mimo to indeks FT-SE 100 zyskał 0,32%, ponieważ rosły notowania niektórych instytucji finansowych - Prudential i Royal Bank of Scotland, a także koncernu British Telecommunications, który otrzymał lepszą rekomendację od Merrill Lynch.