Czynniki wprowadzające dodatkową niepewność pojawiają się w sytuacji, kiedy zachowania inwestorów są już bardzo emocjonalne. Pozytywny wynik referendum w Irlandii wydaje się w dużym stopniu wliczony w ceny akcji i w dłuższym terminie nie powinien stanowić impulsu do zwyżek. Pozostaną obawy o stanowisko Holandii w kwestii rozszerzenia Unii, które mamy poznać w najbliższych dniach, a które podzieliło holenderski rząd i doprowadziło do jego dymisji. Tak samo ważne jak przystąpienie do UE są warunki, na jakich ono nastąpi. Czas goni naszych negocjatorów, a do zamknięcia pozostało jeszcze kilka bardzo ważnych rozdziałów na czele z rolnictwem i - ze względu na drażliwy temat stali - polityką konkurencji. Warto pamiętać, że w samej Unii prowadzona jest też debata nad zasadami jej funkcjonowania. Symptomatyczna była wypowiedź przewodniczącego Komisji Europejskiej Romano Prodiego dla gazety "Le Monde", w której sztywne zasady Paktu Stabilizacji i Rozwoju nazwał "głupimi". Przypomnijmy, że głównym założeniem paktu jest utrzymywanie przez państwa członkowskie deficytu budżetowego na poziomie nie wyższym niż 3%, a w okresie dobrej koniunktury - dążenie do zrównoważenia wpływów i wydatków, co ma stabilizować wspólną walutę.

Wydarzenia w naszym Sejmie z ostatnich dni i tarcia w łonie koalicji SLD-UP-PSL nie wzmacniają polskiego stanowiska negocjacyjnego, a w dodatku stwarzają zagrożenie destabilizacją sytuacji wewnętrznej. Wiadomo, że obecny parlament nie będzie w stanie wyłonić nowego rządu większościowego, a w obecnej sytuacji gospodarczej, kiedy trzeba zdecydowanych działań, rząd mniejszościowy nie jest dobrym rozwiązaniem i zapewne nie zostałby pozytywnie przyjęty przez rynki. Dlatego inwestorzy będą w najbliższych dniach wsłuchiwać się w głosy polityków, próbując wysondować, jakie jest prawdopodobieństwo rozpadu koalicji.

W takich warunkach przyjdzie Radzie Polityki Pieniężnej podjąć decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych. Krytyczna ocena projektu przyszłorocznego budżetu, rozbieżne opinie o tym, czy mamy już w kraju ożywienie gospodarcze, czy też nadal tkwimy w stagnacji, nie ułatwiają podjęcia decyzji. Ale też nie jest ona już aż tak niecierpliwie wyczekiwana jak wcześniej. Wiadomo, że sama polityka monetarna cudów w gospodarce nie zdziała i pole manewru coraz bardziej się zmniejsza.

Interesująco zrobiło się na zagranicznych giełdach, gdzie prawie bez echa przeszły ubiegłotygodniowe dane makroekonomiczne, które w kilku przypadkach były bardzo słabe. Inwestorzy skupili się na danych finansowych największych firm za III kwartał. W większości były one zgodne z zaniżonymi prognozami, co zostało odczytane jako pozytywny sygnał. Trudno się jednak spodziewać, by taka interpretacja mogła wystarczyć do utrwalenia zwyżek. Realia są nieubłagane. W poniedziałek opublikowane zostały wskaźniki wyprzedzające koniunkturę (LEI) za wrzesień, które mają spaść o 0,2%, trzeci miesiąc z kolei. W środę opublikowana zostanie tzw. Beżowa Księga, opisująca aktualną kondycję gospodarki USA, a w piątek poznamy wrześniowe zamówienia na dobra trwałego użytku (prognozy analityków zapowiadają spadek o 2-2,5%, ale te dane są w ostatnich miesiącach bardzo zmienne) i zweryfikowany indeks nastroju konsumentów za październik. Szczególnie ta ostatnia wiadomość będzie istotna dla rynków, gdyż wstępny odczyt indeksu był bardzo słaby i pokazał spadek do 80,4 pkt.Może to nie być spokojny tydzień na naszym rynku, a brak wyraźnego średniookresowego trendu utrudnia podjęcie bardziej zdecydowanych decyzji. Dlatego uzasadniony jest pomysł ograniczenia aktywności inwestycyjnej, co pozwoli zebrać i uporządkować informacje, jakie napłyną na parkiet w najbliższym czasie.