Piątkowy posesyjny handel na rynku amerykańskim zakończył się mocnym wzrostem. Po części pomógł Microsoft, choć zbliżająca się obniżka stóp ma chyba tutaj priorytetowe znaczenie. Amerykański optymizm po zamknięciu sesji to dla rynków Eurolandu najlepszy układ.
Pozwoliło to także naszym kontraktom na bardzo wysokie otwarcie. 15-pkt. wzrost oznaczał pokonanie ostatnich szczytów. Mógł też niektórym przypomnieć październikowe luki hossy, które zapoczątkowały cały ostatni trend wzrostowy. Jednak na tych poziomach nie ma już tylu chętnych do kupna i prawie całą sesję trwało powolne osuwanie. Trudno mówić tutaj o jakimś naporze podaży, co jasno widać po niskich obrotach, ale odwrót po kolejnej (już trzeciej) luce powinien być dla byków sygnałem ostrzegawczym.
Czy namawiam już do "krótkich"? Gdyby kierować się samymi fundamentami, to musiałbym to robić co najmniej od połowy obecnego trendu, a to przyniosłoby same straty. Dopóki trwa trend wzrostowy, wchodzenie w krótkie pozycje byłoby łapaniem szczytu, a to bardzo ryzykowna zabawa. Lepiej poczekać na wyraźniejsze sygnały słabnięcia trendu, jak choćby spadek poniżej średniej. Jednak patrząc na niektóre wskaźniki można wnioskować, że wzrosty powinny zbliżać się już wkrótce do końca. Pora na zimę szykować niedźwiedzie futerka. Wątpliwości rozstrzygnie środowa decyzja Fed, czwartkowa EBC oraz wyniki polskich spółek (bardziej komentarze). Wątpię, by wszystko było po myśli byków, ale gdybym się mylił, to kontrakty ruszą do kolejnych wzrostów, realizujących zasięg wynikający z podwójnego dna. powinny to utrudniać rynki zachodnie, które wczoraj doszły do bardzo ważnych oporów (Dax, Nasdaq) i choć Dow Jones oraz S&P500 mają jeszcze parę procent miejsca, to nasz rynek będzie raczej wyprzedzać nadchodzące tam spadki.