- Wzmocnienie kursu złotego, prowadzące do dalszego obniżania inflacji, jest nam niepotrzebne i oprócz tego szkodliwe - powiedział D. Rosati w wywiadzie dla Reutersa. Do tej pory działania Rady koncentrowały się przede wszystkim na "zbijaniu" inflacji, ale teraz spadła ona do tak niskiego poziomu, że RPP może większą wagę przywiązywać do sytuacji na rynku walutowym. W październiku roczna inflacja wyniosła 1,1%. Tymczasem cel inflacyjny NBP na ten i na przyszły rok mieści się w przedziale od 2 do 4%.
- Od kilku miesięcy mamy inflację na poziomie zadowalającym, w związku z tym nie chcemy już jej zbijać tylko stabilizować. A to oznacza, że możemy sobie pozwolić na inne rozłożenie akcentów w polityce pieniężnej - stwierdził członek RPP. Przypomniał również, że bank centralny dysponuje różnymi narzędziami, które mogą pomóc w osłabieniu waluty. Zasugerował również, że stopy procentowe zostaną jeszcze zredukowane.
- Mamy kilka możliwości. Obniżając stopy procentowe będziemy wygaszać tę część popytu na złotego, która wynika z oczekiwania na redukcję. Wariantem jest też interwencja na rynku walutowym. Można też przyjąć inny system kursowy - powiedział D. Rosati. Dodał jednak, że złoty nie umocnił się jeszcze na tyle, aby bank centralny miał interweniować. To pierwsza taka wypowiedź przedstawiciela RPP. Do tej pory, mimo nacisków ze strony rządu, Rada stała na stanowisku, że kurs złotego powinien być ustalany przez rynek.
Złoty umacnia się od czasu referendum w Irlandii (19 października), podczas którego mieszkańcy tego kraju zgodzili się na rozszerzenie Unii Europejskiej. Od tej pory nasza waluta zyskała już w stosunku do dolara ok. 6%. W ostatnich dniach złoty trochę się jednak osłabił.
- Gracze postanowili zrealizować zyski, ale nie ma to związku z wypowiedzią D. Rosatiego - uważa Robert Kęsicki, dealer walutowy z Kredyt Banku. Jego zdaniem, kluczowe dla rynku było stwierdzenie, że złoty nie jest jeszcze na tyle silny, aby NBP już miał interweniować.