Według danych Komisji Papierów Wartościowych i Giełd na rynku publicznym znajduje się ponad 30 firm, w przypadku których toczy się postępowanie układowe, złożono wniosek o upadłość lub ją ogłoszono. Na rynku giełdowym jest ich natomiast 21.

- Chodzi o spółki, które chcą pozostać w obrocie publicznym, natomiast nie są w stanie podołać finansowo obowiązkom informacyjnym. Należałoby się zastanowić na przykład nad obowiązkami związanymi z przesyłaniem raportów okresowych. Są one tworzone przez służby finansowe, których utrzymanie jest często bardzo kosztowne - powiedział Dariusz Witkowski, dyrektor departamentu spółek publicznych i finansów Komisji. Z jednej strony, wydzielony rynek rządziłby się swoimi, złagodzonymi obowiązkami informacyjnymi, z drugiej uświadamiałby inwestorom, że kupno notowanych na nim walorów niesie ze sobą zwiększone ryzyko. Alternatywą do wydzielania osobnego rynku, mogłoby być, zdaniem Komisji, oznaczanie w specjalny sposób firm, które stanowią potencjalnie wysokie ryzyko dla inwestorów.

- Nie znam żadnych szczegółów tego projektu, a są tu chyba najważniejsze. Kryteria przydziału spółki do takiego rynku musiałby być bardzo precyzyjne. Jeśli trafiłaby do nas tak propozycja, na pewno zostanie uważnie rozważona. Zwracam natomiast uwagę na fakt, że w notowaniach giełdowych zostały już wprowadzone specjalne oznaczenia, które pojawiają się przy spółkach zagrożonych upadłością, bądź uczestniczących w postępowaniu układowym - powiedział Ryszard Czerniawski, wiceprezes GPW. Bardzo ostrożnie do wstępnych planów Komisji podchodzą analitycy. - Każdy kto kupuje, wie co dana spółka sobą reprezentuje. Wydzielenie tych firm mogłoby ewentualnie pomóc osobom, które dopiero zaczynają się interesować rynkiem kapitałowym. Moim zdaniem, wszystkie spółki powinny być traktowane na równi z innymi. Jeśli nie są w stanie wypełniać jakiś obowiązków, powinny ponieść tego konsekwencje - stwierdził Sebastian Słomka, analityk BDM PKO BP. Jego zdanie, podzielają inni analitycy giełdowi. Zwracają uwagę, że okrojone obowiązki informacyjne , mogą oznaczać jeszcze większe ryzyko i spekulacje, a w efekcie kompletną marginalizację tego segmentu.