Na ostatnich sesjach, spadkiem pod poziom 1200 pkt. kontrakty dokończyły dzieła zniszczenia, jakie zapoczątkowało wybicie z formacji diamentu. Warto więc teraz zastanowić się, w którym kierunku rynek dalej podąży.

Wykresy wyglądają fatalnie. Dzienne i tygodniowe świeczki w połączeniu ze spadającymi wskaźnikami technicznymi nie pozostawiają wątpliwości, że to niedźwiedzie przejęły kontrolę nad rynkiem. Do tego otwarta luka bessy na indeksie i przełamany poziom wsparć na obu wykresach. Pękają linie trendu, a kontrakty nie potrafią powrócić nawet nad najbliższy opór (1206 pkt.) Z kolei ostatnie formacje szczytowe dość skutecznie oddalają marzenia o mitycznym 1300 pkt. Jeśli dodamy jeszcze idealne odbicie od oporów na rynkach zagranicznych, to chyba naprawdę nie pozostaje już nic innego, jak liczyć na kolejne spadki. I właśnie prostota tego scenariusza oraz dość wyraźne wnioski płynące z wykresów, mogą świadczyć, że chwilowo większość byków już skapitulowała.

Od szczytu do wczorajszego minimum kontrakty straciły 81 pkt. i spadek taki, niezależnie od przyszłego trendu, powinien już zachęcić pierwszych łapaczy dołków. Źródełko podaży pod poziomem 1200 pkt. zaczyna powoli wysychać, o czym świadczy choćby mniejszy obrót na większości spółek (nie tylko TPS się liczy). W takiej sytuacji dość prawdopodobne staje się wejście rynku w stabilizację lub nawet powrót nad 1200 pkt. Jakiekolwiek prognozy dość skutecznie utrudnia wyjątkowe wydarzenie, jakim będzie szczyt w Kopenhadze. Do tego jeszcze czwartkowa sprzedaż detaliczna w Stanach oraz piątkowy wstępny odczyt indeksu nastroju, powinny określić kierunek nie tylko amerykańskim indeksom. Taka niepewność tym bardziej skłania do tymczasowego odstawienia pesymizmu na półkę.