Yardeni na początku roku pracował w Deutsche Banc Alex. Brown i spodziewał się, że główny wskaźnik amerykańskiego rynku giełdowego na koniec roku osiągnie wartość 1260 pkt. Po czterokrotnym obniżaniu tej prognozy, ostatnio we wrześniu, może wreszcie trafić.
Podobnie jak 14 z 15 strategów z Wall Street ankietowanych przez Bloomberg News, Yardeni nie zdołał przewidzieć spadku na amerykańskich giełdach trzeci z kolei rok. Tylko Douglas Cliggott, który w lutym odszedł z J.P. Morgan Chase, spodziewał się tegorocznych zniżek kursów akcji.
Średnia prognoza z początku br. zakładała 12-proc. wzrost indeksu Standard & Poor's 500 do 1291 pkt. Większość strategów przewidywała wtedy, że najgorsza faza rynku niedźwiedzia już minęła. Tymczasem S&P 500 stracił w tym roku dotychczas 21%. Tylko trzech z 15 ankietowanych strategów zdecydowało się na przedstawienie prognozy na koniec przyszłego roku. Przewidują, że indeks S&P 500 osiągnie wtedy wartość 1041 pkt., a więc wzrośnie o 15% z obecnego poziomu.
Sześć firm w ogóle wycofało się z publikowania prognoz na koniec roku, gdyż nie potrafiły przewidzieć ani rozmiarów, ani długotrwałości ostatnich spadków. Ograniczają się do przewidywania koniunktury na najbliższe 12 miesięcy. Dwaj stratedzy znani z najbardziej optymistycznych prognoz - Tom Galvin z Credit Suisse First Boston i Jeffrey Applegate z Lehman Brothers - zostali zwolnieni z pracy w ramach fali redukcji, która objęła ich firmy.
Największym optymistą spośród strategów ankietowanych przez Bloomberg News okazał się jednak na początku roku Ed Kerschner z UBS Warburg. Jego pierwotna prognoza przewidywała wzrost S&P 500 o 37%, do 1570 pkt. Teraz wynosi 1032 pkt. Zaleca on inwestorom lokowanie 89% aktywów w akcje, a reszty w obligacje.