Półtora miesiąca czekaliśmy, aż zyski zacznie przynosić inwestycja w obligacje skarbowe o stałym oprocentowaniu. Dopiero pod koniec grudnia 2002, kiedy okazało się, że inflacja mierzona rok do roku może spaść do 0,7-proc., ich kursy ruszyły w górę. Pięcioletnie obligacje, wygasające w marcu 2007 roku, notowane są na najwyższym poziomie w historii.
Kurs papierów trzyletnich, których oprocentowanie uzależnione jest od rentowności bonów skarbowych, jest bardzo stabilny w ostatnich tygodniach. Od kiedy trzymamy je w portfelu, papiery te notowane są po 99,6-99,9% wartości nominalnej. Niewielki przyrost ich wartości związany jest z coraz wyższymi odsetkami, które nam przysługują. Liczymy, że ich kurs zacznie rosnąć dopiero wtedy, kiedy zwiększy się presja inflacyjna. W związku z rosnącymi cenami złota i ropy naftowej na światowych rynkach jest to możliwe.
Stracimy nie więcej niż 1%
Podobnie jak pierwsza inwestycja, również drugie podejście do amerykańskich akcji nie zapowiada się na sukces. Akcje zajmującej się produkcją złota spółki Gold Corporation notowane są w tej chwili prawie 5% poniżej kursu, po jakim je nabyliśmy. Na stratę tę składa się zarówno spadek kursu na giełdzie, jak i obniżenie notowań dolara względem złotego.
Jednak nasza strata znajduje się pod kontrolą. Już od samego początku inwestycji w akcje Gold Corporation (GG) wiedzieliśmy, że jeśli kurs spadnie więcej niż 10%, to pozbędziemy się tych akcji. Nasze zlecenie "stop" znajduje się na poziomie 11,8 USD. Ponieważ akcje stanowią tylko 9% portfela, nie stracimy więcej niż 0,9% naszych aktywów (stratę tę nieznacznie może powiększyć spadający kurs dolara względem złotego). Z uwagi na bessę na światowych rynkach akcji połowę naszego portfela stanowi gotówka.