Według Thomson Call, 29 czołowych amerykańskich banków, które wchodzą w skład indeksu Standard & Poor`s 500, odnotowało w ostatnim kwartale ub.r. średni wzrost zysków o 15%, najsilniejszy od III kwartału 1999 r. Do poprawy wyników mają przyczynić się przede wszystkim instytucje prowadzące najszerzej działalność z zakresu bankowości detalicznej. Niskie stopy procentowe spowodowały, że wśród Amerykanów spadła skłonność do oszczędzania, a wzrósł popyt na kredyty. Więcej transakcji na kredyt realizowano też za pomocą kart bankowych.
Analitycy spodziewają się, że już w środę dobre wyniki (wzrost zysku o ok. 24%) przedstawi Bank of America, który jest liderem wśród instytucji nastawionych na obsługę klienta indywidualnego. Do obniżenia średniej przyczynią się z pewnością te banki, które zanotowały straty w bankowości detalicznej i poniosły koszty związane z zapłatą odszkodowania za tzw. konflikt interesów wśród analityków. W tej grupie wymienia się przede wszystkim Citigroup i J.P. Morgan Chase.
Szefowie największych amerykańskich instytucji finansowych studzą jednak optymizm wynikający z korzystnej prognozy wyników za ostatni kwartał ub.r. Podkreślają, że bieżący rok będzie kolejnym trudnym okresem. Wskazują tu m.in. na perspektywę wojny na Bliskim Wschodzie oraz opublikowane ostatnio niepokojące dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie ubywa etatów.
Wciąż dużym problemem instytucji finansowych mogą być złe długi. Na koniec września ub.r. ich wartość w skali całego sektora sięgała 61,2 mld USD i była największa od 1992 r. W tym roku powinny one się nieco jednak zmniejszyć. Lori Appelbaum z Goldman Sachs prognozuje, że w tym roku straty banków z tytułu złych długów zmniejszą się średnio o 30%, pod warunkiem, że w USA nie będzie kolejnego spektakularnego bankructwa związanego np. ze stosowaniem kreatywnej księgowości.