Wczorajsza sesja była wyjątkowo spokojna, jak na dość nerwowy w ostatnim okresie rynek. Nie było żadnej luki, dramatycznych zwrotów w czasie sesji. Po spokojnym handlu skończyliśmy 10 pkt. poniżej poniedziałkowego zamknięcia i drugie tyle od grudniowych szczytów.
Wyczekiwanie to spowodowane było podawanymi po sesji wynikami Intela. To pierwsza z największych amerykańskich spółek, prezentująca wyniki w tym tygodniu. Warto przy okazji wspomnieć, że charakterystyczne dla ostatnich publikacji jest ocenianie wyników nie w odniesieniu do wartości spółki, ale głównie do prognoz analityków. Szczególnie widoczne powinno być to w styczniu, gdy fundamenty giełdowych spółek przestają się liczyć, a każdy wypatruje jedynie korzyści, jakie "na pewno" przyniesie nowy rok. Prognozy ożywienia i wzrostu sprzedaży, jakże charakterystyczne dla konferencji zarządów, sprawiają że jedynym oporem przed wzrostem mogą być nie linie trendu, a wyobraźnia i etyka przedstawiających prognozy. Na weryfikację nadziei jest pozostała część roku.
Wracając do rosnącej zmienności, warto zauważyć, że od początku roku jej wartość mierzona 14--sesyjnym wskaźnikiem ATR wzrosła na wykresie intraday prawie 3-krotnie, osiągając 12 pkt. Choć wzrost ten odbywał się z rekordowo niskich poziomów, to można zauważyć tutaj analogię do odwracania trendu na zeszłorocznych dołkach, majowym szczycie, i styczniowej hossy. Wprawdzie zbyt niska wartość wskaźnika nie pozwala jeszcze na łapanie górki, ale dobrze obrazuje opór podaży i nerwowość rynku, który do tego jeszcze będzie musiał reagować na dość liczne wyniki amerykańskich gigantów. Przełoży się to zapewne na kolejne dynamiczne zwroty rynku i niepewność co do trwałości trendu. Na razie, jeśli Intel pozwoli, powinniśmy raz jeszcze atakować szczyty.