Ostatnie sesji nie wnoszą wiele nowego do sytuacji technicznej indeksu WIG20, co nie znaczy, że nie mają właściwości prognostycznych. Krótkoterminowy trend wzrostowy doprowadził wskaźnik największych spółek do grudniowego szczytu na 1256 pkt. Tutaj kupującym zabrakło sił. Najważniejsze pytanie to, czy przerwa we wzrostach jest krótkotrwała czy też kieszenie byków są już z gotówki opróżnione. Właściwie moment jest taki, że z analizy wykresu może odczytać to, na co ma się ochotę. Ja największą uwagę zwracam na górne ograniczenie trójkąta, poprowadzone po szczytach z pierwszej połowy 2002 r. To ta prosta wytycza granicę długoterminowego trendu bocznego. Dopóki pozostaje ona niepokonana, o powrocie do trendu wzrostowego nie może być mowy. Indeks dzieli od niej 40 punktów. Jej wiarygodność osłabia fakt, że na wykresie obejmującego szersze grono spółek WIG, prosta ta została już pokonana.
Wybicie ponad opisywaną linię oporu nie będzie równoznaczne ze zmianą trendu długoterminowego na wzrostowy. Na razie na wykresie tygodniowym WIG20 mamy dwa dołki mniej więcej na tym samym poziomie (w okolicach 1 tys. pkt.). Do dopełnienia definicji trendu rosnącego na wykresie muszą pojawić się wyżej położone szczyty. Do takiej sytuacji dojdzie, jeśli indeks znajdzie się ponad poziomem 1500 pkt.
Alternatywą dla powrotu do trendu wzrostowego, zapoczątkowanego jesienią zeszłego roku, jest ukształtowanie na wykresie głowy z ramionami, z linią szyi na 1160 pkt. Spadek poniżej tej wartości sprawiłby, że indeks przetestowałby dolne ograniczenie długoterminowego trendu bocznego, a więc okolice 1 tys. punktów. Na razie jednak nic na taki scenariusz nie wskazuje. Krótkoterminowy trend wzrostowy, który miałby stanowić prawe ramię formacji ma się dobrze. Wykres indeksu znajduje się tuż nad jego linią (1220 pkt.) i ponad lokalnym szczytem z 7 stycznia. Zatem ewentualne przejście do spadków przebiegałoby w dwóch etapach: najpierw spadek poniżej 1220 punktów, później przełamanie wsparcia na 1160 pkt.