Amerykańskie giełdy miały wczoraj dzień przerwy. To dobra okazja, żeby bliżej przyjrzeć się wykresom głównych tamtejszych indeksów. S&P 500 po raz kolejny nie dał rady przebić się przed 960 punktów. Na ostatnich trzech sesjach indeks stracił 30 punktów i jest coraz bliżej 875 punktów. To tutaj znajduje się dolne ograniczenie trendu bocznego, w którym indeks tkwi już ponad dwa miesiące. Tendencja ta jest częścią większej konsolidacji, która trwa już pół roku. Zatem wybicie w dół poniżej 875 pkt. tak naprawdę wiele nie wyjaśni na amerykańskim rynku, choć pewnie pozwoli na wykształcenie średnioterminowych trendów spadkowych na rynkach od Ameryki zależnych (np. na giełdzie w Warszawie). Wnioski płynące z analizy średniej przemysłowej Dow Jones, skupiającej największe amerykańskie korporacje, są takie same - po nieudanej próbie wybicia z konsolidacji górą, teraz bronić będziemy się przed wybiciem z niej w dół. Najbliższe wsparcie znajduje się na 8300 pkt.
Choć co do kierunku trendu Nasdaq Composite nie różni się od wspomnianych wyżej indeksów, to jednak dominacja sprzedających właśnie na wykresie tego indeksu jest najbardziej widoczna. To za sprawą piątkowej luki bessy - ostatnią sesję zeszłego tygodnia Nasdaq Composite otworzył prawie 20 punktów poniżej czwartkowego minimum. W całym poprzednim roku na wykresie indeksu nie było tak dużej "przerwy". Stąd zagrożenie ukształtowaniem podwójnego szczytu określiłbym jako wysokie. Linia szyi tej formacji znajduje się na 1335 pkt., a jej przełamanie będzie zapowiedzią spadku w okolice 1100 pkt.
Wczorajsze zamknięcie londyńskiego FT-SE 100 wypadło poniżej 3800 pkt. To najniższa wartość indeksu od ponad trzech miesięcy. W najbliższym czasie wykres indeksu testować będzie wsparcie, wyznaczane przez minimum z września zeszłego roku. 3670 pkt., które miał wtedy londyński indeks, to najniższa wartość od lipca 1996 roku.
Z coraz większym trudem przed powrotem do bessy broni się japoński Nikkei 225. Po poniedziałkowym spadku do wsparcia na 8300 punktów brakuje już tylko 260 punktów.